Cracow Fashion Week trwa w najlepsze. Pytanie, jak wiele osób słyszało o tym wydarzeniu? I czy powinni o nim usłyszeć? Moja odpowiedź - powinni.

REKLAMA
Cracow Fashion Week wychodzi z cienia. Nie zrobił może jeszcze milowego kroku, ale na tyle istotny, bo o nim napisać. Po raz pierwszy istotny wkład w to wydarzenie ma miasto, a konkretnie Krakowskiego Biuro Festiwalowe. Czyli największa i najbogatsza z krakowskich instytucji zajmujących się kulturą, organizator tak znaczących wydarzeń, jak Sacrum Profanum czy Festiwal Muzyki Filmowej. To może zwiastować bogatszą współpracę, czyli więcej pieniędzy na dość biedną, nie ukrywajmy, modę w Krakowie. Może wreszcie coś się w tym temacie ruszy pod Wawelem.
logo
Karolina Kuczer-Płoszaj "Welcome to Paradise" Fot. Dawid Gemini
Po raz pierwszy w swej historii Krakowski Tydzień Mody jest tak bogaty w wydarzenia. Rozpoczynający go konkurs Cracow Fashion Awards podzielono na dwa dni (wcześniej odbywał się zwykle tylko w czasie jednego). Najpierw obejrzeliśmy ponad 50 kolekcji konkursowych, zaprezentowanych przez słuchaczy Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru. Drugiego 15 najlepszych projektów walczyło o nagrody. Uroczysta gala odbyła się w stylowym wnętrzu Muzeum Inżynierii Miejskiej. Można było wreszcie poczuć glam i fab dużych (czytaj: najczęściej warszawskich) pokazów mody. Zobaczyliśmy kolekcje spoza Polski, m.in. z Ukrainy czy Niemiec, a także projekty absolwentów SAPU (część z nich stworzyła również nowe jury "młodych zdolnych").
Cracow Fashion Awards przestały być tylko eventem zlokalizowanym w Nowohuckim Centrum Kultury, miejscu, które - wbrew swej woli - przypomina bazę dla weteranów hipsterstwa. Moda nie powinna kojarzyć się ze starą boazerią, wokół której unosi się zapach potu zespołów ludowych, a przebieralnia dla modelek przypomina zaplecze lokalnego domu kultury.
logo
Karolina Kuczer-Płoszaj "Welcome to Paradise" Fot. Dawid Gemini
Moda w Krakowie zaczyna się rozkręcać. Ale tej mody krakowianie też muszą się nauczyć. Widać, że glam i fab to ciągle pojęcia dla widowni odległe. Goście finałowej gali zapominali, że gdy modelki wychodzą na ostatnie przejście, wypada bić brawo, i to nie powinno trwać pięć sekund. Że w trakcie przerwy nie ucieka się z imprezy na wódkę na pobliski Kazimierz, zostawiając puste miejsca. Że wypada oglądać stroje, a nie wgapiać się w zgrabne nogi modelek, zwłaszcza jeśli siedzi się w pierwszym rzędzie.
Tym bardziej, że było co oglądać, choć jak zauważył krytyk mody Michał Zaczyński, pojawiło się wiele komercyjnych kolekcji. Projektanci przestali latać w modowy kosmos, trzymają się bliżej ziemi, czyli myślą - jak sprzedać. Widać, że wpływ wywarły na nich sukcesy rynkowe Local Heroes, Aloha from Deer czy MISBHV. Nie pokazali na szczęście prostej kalki popularnych firm streetwearowych, lecz przepuścili trendy przez własną, na szczęście bardziej wykręconą, wyobraźnię.
Przykładem świetna, zwycięska kolekcja Karoliny Kuczer-Płoszaj "Welcome to Paradise". Zderzyła klasykę z nowoczesnością, tkaniny z tworzywem sztucznym, kolory z czernią i bielą. Zrobiła to w sposób tak spektakularny, że naprawdę mało kto miał wątpliwości, czy przyznać jej główną nagrodę. Było trochę art, i trochę biz. Gdyby te rzeczy powiesić na wieszaku w jakimś dobrym butiku, najlepiej w Warszawie, szybko znalazłyby nabywców.
logo
Karolina Kuczer-Płoszaj "Welcome to Paradise" Fot. Dawid Gemini
Krakowski Tydzień Mody trwa. Teraz czas na wykłady, wystawy, warsztaty, a na koniec - na popularne Targi Dizajnu. Emocje trochę opadają, przypominamy sobie, że to jeszcze nie Łódź czy Warszawa, gdzie wydarzenia sypią się jedno za drugim. Pierwszy krok naprzód został jednak wykonany. Mam nadzieję, że nie był jednorazowy wyskok. Szkoła Artystycznego Projektowania Ubioru, czyli główny organizator imprezy, ma wielu utalentowanych absolwentów. Nie wolno powinno się ich jednak zostawić samych na trudnym modowym rynku. Trzeba im pomóc, zbudować mocne wydarzenie zogniskowane na modę i jej edukację. Kraków w galaktyce mody może orbitować znacznie bliżej słońca.