Ostatnio amerykańskie centrum badania opinii publicznej PEW opublikowało wyniki swojego badania, dotyczącego nastawienia najważniejszych europejskich nacji do kryzysu. Zaproponowano mi, abym skomentował wyniki na konferencji inaugurującej projekt w Brukseli. Zadanie to okazało się nad wyraz przyjemne. Dawno nie słyszałem tak ciepłych opinii o naszych dokonaniach (żeby było jasne, nie mówię tu wyłącznie o dokonaniach rządu, ale bardziej społeczeństwa, jako całości). Porównanie opinii Polaków na tle wyników reszty Europejczyków zaskakuje, bo mentalnie coraz bardziej przypominamy mieszkańców północnej części Starego Kontynentu.
REKLAMA
Na początek jednak pytanie - który naród w Europie najciężej pracuje? Niemcy twierdzą, że Niemcy, Włosi, że Niemcy, Francuzi także. Taki pogląd potwierdzają również Czesi i Polacy. Grecy natomiast przekonani są, iż najciężej w Europie pracuje się... pod Akropolem. Brzmi to jak nie najlepszy dowcip, ale takie są wyniki. Nic dziwnego, że z tak dobrym samopoczuciem trudno stawić czoła tragicznej sytuacji i zgodzić się na coraz bardziej drastyczne wyrzeczenia.
Wracając do nas. Co zaskakuje w opiniach Polaków? Najciekawsze jest to, że oceniając sytuację w UE, coraz bardziej przypominamy Niemców, a nie biedne państwa Południa kontynentu. Pamiętam jak dwadzieścia lat temu niektórzy obruszali się, gdy kwalifikowano nas jako Europę Wschodnią, a nie Środkową. Nikt wtedy nie przypuszczał, że przyjdzie taki dzień, kiedy ktoś będzie nas traktował w kategoriach Europy Północnej (a coraz częściej tak się właśnie dzieje w europejskim dyskursie). Pamiętam jak w latach dziewięćdziesiątych studiowaliśmy sposoby wykorzystywania unijnych pieniędzy i baliśmy się, że istnieje zagrożenie, iż gros z nich przejemy jak Grecy.
Okazało się, że mentalnie przypominamy jednak bardziej Niemców niż Greków i ostatnie badania PEW to w pełni potwierdzają. Większość europejskich nacji twierdzi, że dość już zaciskania pasa (myśli tak 90% Greków i 80% Hiszpanów). Taką tezę potwierdza już tylko 27% Niemców, i... uwaga - tylko 20% Polaków. Winą za obecne kłopoty gospodarcze w kraju obarczamy nas samych (najczęściej rządzących). W przeciwieństwie do południowych narodów Europy nie zrzucamy ich więc na międzynarodowe banki lub Unię Europejską. Podzielamy panujący w Europie pesymizm, ale znowu nie śnią nam się aż tak czarne scenariusze jak Grekom czy Hiszpanom. Dalej wierzymy w potencjał Unii Europejskiej, z uznaniem myślimy o jakości niemieckiego przywództwa w UE, ufamy w stabilność Europejskiego Banku Centralnego. Siebie oceniamy dosyć krytycznie i gotowi jesteśmy do ciężkiej pracy i kolejnych wyrzeczeń. Opis ten jakoś kompletnie nie pasuje do stereotypu Polaka, który jeszcze kilkanaście lat temu dominował za naszą zachodnią granicą.
Na każdej konferencji naukowej, na jakiej byłem w ostatnich miesiącach, wszyscy mówili o Polsce z pewnym zaskoczeniem jako o sukcesie - wręcz niebywałym. Natomiast znajomi Szwajcarzy wybierają się do Polski studiować naszą przedsiębiorczość. Z badań naukowych na temat pracujących w Unii polskich urzędników wyłania się obraz przede wszystkich ludzi posiadających jakże rzadką umiejętność niekonwencjonalnego myślenia. Dla Polaków, komentowała Prof. Ban z Uniwersytetu w Pittsburghu – nie ma sytuacji bez wyjścia, są oni wyjątkowo elastyczni, łamią schematy, jak w żywiole odnajdują się w sytuacji kryzysowej. Gorzej już z planowaniem i systematycznym działaniem. W tym Niemców już nie przypominamy na pewno. Na koniec komentarz zaprzyjaźnionego brytyjskiego posła: „Uwielbiam polskich hydraulików i budowlańców – nie boją się żadnych wyzwań, są uczciwi, pracowici, a co najważniejsze, jak coś nie działa, oni potrafią to NAPRAWIĆ, a nie tylko wymienić na nowe”.
