Technologia wpływa na to jak działa nasz mózg. Lepiej się do tego przyzwyczaić. Więcej - wkrótce, po przeczytaniu całej książki "The Shallows - What the Internet is Doing to Our Brains" Nicholasa Carra. Na razie przytoczę jedynie słowa samego Friedricha Nietzche, który przyznał, że zmianę stylu pisania na bardziej zwięzły, spójny, a nawet telegraficzny, z którego go znamy, spowodowało dopiero kupienie cudu ówczesnej techniki - maszyny do pisania Malling-Hansen Writing Ball w 1882 roku. Uznajmy więc fakt, że technologia wymusza zmianę naszych zachowań. Po naciśnięciu klawisza "Send" albo „Post” trudno nam powrócić do stanu wyjściowego. Możliwość starcia całej historii naszej aktywności w Internecie dałby tylko niebezpieczny system inwigilacji.

REKLAMA
Jeśli dzielimy się z kimś jakąś informacją, musimy przewidzieć konsekwencje naszego działania. Komisja Europejska w swoim najnowszym rozporządzeniu dotyczącym ochrony danych osobowych tworzy miraż, że każdą naszą niefrasobliwość da się naprawić, dzięki słynnej klauzuli "right to be forgotten" (prawo do bycia zapomnianym). Wytarcie jednak całej historii naszego baraszkowania w Internecie jest po prostu technologicznie niemożliwe. Choćby dlatego, że najczęściej nasze dane są przechowywane w wirtualnej przestrzeni w taki sposób, aby nie można było ich automatycznie przypisać do konkretnej osoby (Google w ten sposób chroni swoją wiarygodność). Prawdziwe ziszczenie naszych marzeń o tym, by nie zostawiać żadnych śladów w Internecie wymagałoby stworzenia systemu, który stałby się po stokroć bardziej niebezpieczny dla naszej prywatności, niż ten, który obowiązuje obecnie.
Pytanie: czy możliwość zatarcia wszystkich danych, którymi dzielimy się z kimś on-line byłoby pożądane? Konia z rzędem temu, kto doradzi, w jaki sposób dostać kredyt, bez ujawnienia całej swojej historii kredytowej. Jeżeli godzimy się na przetwarzanie jakiś danych "w realu" to podobne zasady powinny obowiązywać w necie. Oczywiście sprawą kluczową jest, abyśmy mieli kontrolę nad danymi, którymi, z takich lub innych powodów, chcemy się dzielić. Na taką kontrolę pozwala dzisiejsza technologia i w tę stronę powinno zmierzać unijne prawodawstwo.
Tworzenie jednak złudzenia, że będziemy mogli, jak za pomocą czarodziejskiej różdżki, wymazać wszystkie ślady naszej internetowej działalności jest niebezpieczne. Nie stawiajmy sobie takiego celu, bo stworzymy kolejne ACTA. Ci, którzy zdroworozsądkowo sprzeciwią się klauzuli gwarantującej iluzoryczne prawo do zapomnienia będą postrzegani, jako zwolennicy totalnej inwigilacji. Kolejna debata zamiast toczyć się wokół konkretnych, weryfikowalnych argumentów, przypominać będzie rozmowę o ociepleniu klimatycznym, która od dawna dla wielu jej uczestników jest raczej wyznaniem wiary, niż namiastką choćby jakiejkolwiek merytorycznej dyskusji.