Nie ma porozumienia, przygotowana po rundzie dwustronnych rozmów z delegacjami rządowymi propozycja budżetu Van Rompuy’a nie pomogła w osiągnięciu kompromisu. Wróćmy do początku. W nocy na stole pojawiła się druga propozycja szefa Rady Europejskiej, cięcia ogólne w stosunku do poprzednich propozycji na tym samym poziomie, co w wersji sprzed tygodnia: prawie 81 mld Euro. Rozłożone na prawie wszystkie polityki UE, z tym, że tym razem mniej ucięto w polityce spójności i rolnej, a więcej w konkurencyjności i sieciach transeuropejskich (13 mld Euro). Jak widać, nastawienie było takie, by nie ciąć tam, gdzie pieniądze przypisane są do konkretnych państw członkowskich. Polska w tym scenariuszu wychodziła całkiem dobrze. Nie wystarczyło to jednak do osiągnięcia kompromisu.
Negocjacje budżetu Unii Europejskiej zakończone fiaskiem
REKLAMA
Propozycja dobra dla Polski
U Van Rompuy’a dla Polski dobrą wiadomością były mniejsze cięcia w polityce rolnej, spójności i korzystniejsze warunki wydawania tych pieniędzy. Przekaz Premiera Tuska był jasny. Jesteśmy zdeterminowani, by osiągnąć jak najlepszy wynik dla Polski, ale nasze pole do kompromisu jest ograniczone, nic za wszelką cenę. Polska była wzmocniona skrupulatnie zmontowaną koalicją państw przyjaciół kohezji, ma za sobą także silne poparcie Parlamentu Europejskiego, który powtarzał niejednokrotnie-w polityce spójności doszliśmy już do ściany, więcej ciąć po prostu się nie da. A to Europosłowie będą musieli na koniec zaakceptować kompromis przyjęty na szczycie.
Brytyjskie weto?
Po drugiej stronie stali jednak najbardziej zacietrzewieni płatnicy netto. Premier Cameron, wchodząc na szczyt ogłosił, że jest gotów na bardzo twarde negocjacje w obronie brytyjskiego rabatu i interesu brytyjskiego podatnika. Warto przypomnieć, że rabat ten wyniósł w zeszłym roku bagatela 3,6 mld Euro, a obok Francji i Włoch dokładała do niego najwięcej pogrążona w kryzysie Hiszpania!! O rabaty, już co prawda wyliczone na o wiele bardziej sprawiedliwych zasadach, walczyła też Szwecja i Holandia, które obok Londynu także wołają o cięcia i bardziej ‘innowacyjny’ budżet.
Niemiecko-francuski motor?
W odróżnieniu do większości przywódców państw płatników netto Francois Hollande oświadczył, że przyjechał do Brukseli szukać kompromisu a nie stawiać ultimatum. Jego intensywne spotkania z Angelą Merkel jeszcze przed rozpoczęciem szczytu wskazywały na nawiązanie porozumienia pomiędzy obiema stolicami. Pierwsze efekty widać już było w przedstawionej w nocy propozycji, w której do francuskiego priorytetu, rolnictwa dodano 8 mld Euro więcej, co jest absolutnie po naszej myśli. Odbyte na ostatniej prostej przed szczytem podróże Premiera i Prezydenta do Berlina i Paryża nie były przypadkowe, bo to tam, a nie w Londynie Polska powinna szukać silnego sojusznika.
Sojusz PiS z Londynem
Określone przez Prezesa PiS jako najbardziej sprawiedliwe stanowisko Londynu to aberracja. Każdy, kto choć trochę zna się na integracji europejskiej wie- nie ma polityki spójności tylko dla państw najbiedniejszych, jest dla najbiedniejszych regionów. A te są również w tzw. starych państwach członkowskich. W ten sposób, nie tylko tym najbiedniejszym na tej polityce zależy, dzięki czemu nie grozi jej kompletna likwidacja. Na tym polega solidarność w Unii Europejskiej, na tym również polega płynąca z niej obopólna korzyść. Żądający głębokich cięć rząd brytyjskich konserwatystów zdaje się tego nie rozumieć i taki rząd nie powinien być sojusznikiem polskich polityków.
Wygląda na to, że Londyn po raz kolejny okazał się hamulcowym Unii Europejskiej. Po zawetowaniu paktu fiskalnego, który musiano zawiązać poza porządkiem prawnym UE, cierpliwość wobec Wielkiej Brytanii może się jednak skończyć. Miejmy nadzieje, ze na początku przyszłego roku premier Cameron zachowa się bardziej racjonalnie, żeby dalej nie marginalizować Wielkiej Brytanii. Jeśli tak się stanie, nie będzie to jednak zasługą prezesa Kaczyńskiego.
