Myśląc o przyszłości i potencjale światowej gospodarki wszyscy myślą o Chinach, Indiach, czy Brazylii. Po co sięgać tak daleko? Unia Europejska i USA nie tylko nadal są gigantami światowego handlu, ale też potrzebują siebie nawzajem. W stosunkach transatlantyckich drzemie potencjał, który jest w stanie uwolnić niesłychane rezerwy wzrostu. Wystarczy tylko podjąć właściwe działania. Wczoraj po raz pierwszy w historii delegacja amerykańska Parlamentu Europejskiego, do której należę, odbyła wspólne posiedzenie z komisją budżetową Kongresu Stanów Zjednoczonych.Głównym tematem była perspektywa utworzenia w 2015 r. strefy wolnego handlu między USA i UE. Przy tej okazji dowiedziałem się, że Polska jest drugim najpopularniejszym w UE krajem, w którym amerykanie inwestują.
UE-USA: let's talk business
REKLAMA
Potencjał gospodarki transatlantyckiej to aż 5 bilionów dolarów rocznego obrotu! Stany Zjednoczone Ameryki i Unia Europejska wspólnie wytwarzają ponad połowę światowego PKB. USA i UE są również odpowiedzialne za jedną czwartą światowego exportu i jedną trzecią światowego importu oraz 60% inwestycji na świecie. Jednocześnie są ze sobą mocno związane, bo Europa to najważniejszy partner handlowy i inwestycyjny USA i odwrotnie. Ostatnio (dane z 2011r) nawet mimo kryzysu poziom inwestycji amerykańskich rośnie. W czołówce tych inwestycji figurują dwa europejskie państwa. Jakie? Niemcy, ze wzrostem inwestycji USA o 214% i Polska o 114%!!!. W latach 1999-2009 amerykańskie firmy otworzyły o połowę więcej przedstawicielstw regionalnych w Europie Wschodniej niż np. w Chinach. Fakty przeczą wielu utartym stereotypom dotyczącym gospodarki amerykańskiej. Na przykład wbrew ogólnemu przeświadczeniu USA i Europa w gospodarce reprezentują nowoczesność - aż dwie trzecie światowego potencjału w badaniach naukowych, czyli 18 z 20 regionów świata przodujących w dziedzinie wiedzy.
W delegacji ds. USA wreszcie więcej czasu poświęcamy handlowi i kwestiom regulacyjnym, gdzie PE ma naprawdę dużo do powiedzenia. Wymiana zdań z amerykańskimi kolegami na temat polityki zagranicznej jest ciekawa, ale nie prowadzi do żadnych konkretnych działań. "Let's talk business" - tak określiłbym nowy klimat rozmów transatlantyckich.
USA i UE coraz poważniej zabierają się do tworzenia strefy wolnego handlu. Równo rok temu, w listopadzie 2011 roku powołana została do życia grupa wysokiego szczebla, której zadaniem jest przygotowanie planu wprowadzenia do 2015 roku strefy wolnego handlu. Cła miedzy USA i UE nie są duże (średnio 3%), ale ich zniesienie mogłoby i tak pomóc. Prawdziwym problemem są jednak bariery regulacyjne i różnice w standardach. Jeżeli mielibyśmy wykorzystać prawdziwy potencjał stosunków transatlantyckich należałoby się zając przede wszystkim znoszeniem barier właśnie tego rodzaju. W tym pomoc może właśnie PE, bo w tej właśnie sferze mamy najwięcej do powiedzenia. Zysk z wprowadzenia strefy wolnego handlu może być olbrzymi, niektórzy oceniają go na 1,5 % PKB rocznie. Perspektywa wprowadzenia strefy wolnego handlu jest coraz bliższa, bo zarówno USA, jak i UE w czasie kryzysu potrzebują szukać sposobów na pobudzenie gospodarki. Do tego jednak potrzebna jest wola polityczna państw członkowskich, jak również ciężka praca ludzi odpowiedzialnych za tworzenie prawa na szczeblu federalnym, lub ponadnarodowym - Kongresu i Parlamentu Europejskiego.
Nie może być chyba bardziej sprzyjającego czasu do tego, by na serio zając się wprowadzaniem w życie ambitnego planu prawdziwej transatlantyckiej strefy wolnego handlu niż głęboki kryzys gospodarczy, który uświadomił nam jak bardzo jesteśmy od siebie zależni. Jeżeli dziś działanie nie zastąpi gadania to kiedy?
