Za tydzień ostatni w tym roku szczyt szefów państw i rządów UE. Jeśli ktoś myśli, że nas to nie dotyczy, bo dyskusja toczyć się będzie wokół ratowania euro - jest w grubym błędzie. Jedyną braną obecnie poważnie pod uwagę receptą na kryzys jest dalsza, radykalna integracja państw wspólnej waluty. Czy nie doprowadzi ona do trwałych podziałów w Unii? Gdzie w tej nowej rzeczywistości znajdzie się Polska?

REKLAMA
Dokąd zmierza euro?
Wczoraj znów w centrum uwagi znalazł się Herman Van Rompuy. Tym razem nie za sprawą nowej propozycji wieloletniego budżetu UE, ale jasno określonego planu, który ma doprowadzić strefę euro do zawiązania unii gospodarczej i monetarnej z prawdziwego zdarzenia.
Pierwszy etap to zakończenie już rozpoczętych reform: dalszej konsolidacji i koordynacji polityk budżetowych państw członkowskich, ustanowienie wspólnego nadzoru bankowego (Unia Bankowa) oraz uruchomienie funduszu pozwalającego na bezpośrednią rekapitalizację banków. Etap drugi to dalsze działanie na rzecz integracji systemu finansowego UE, ale także ustanowienie nowego funduszu, pozwalającego na doraźną pomoc przechodzącym bolesne reformy państwom eurolandu. Sęk w tym, że fundusz ten nie byłby częścią budżetu UE, ale pochodził z dodatkowych składek państw wspólnej waluty...
Budżet tylko dla strefy euro
Etap trzeci, to już prawdziwy budżet dla strefy euro. Pochodzące głównie z narodowych składek pieniądze, miałyby służyć wspieraniu reform strukturalnych oraz przeciwdziałaniu tzw. cyklicznym wstrząsom makroekonomicznym. Dziś rozkładają się one w strefie euro nierównomiernie, co nie powinno mieć miejsca na terenie wspólnej waluty.
Co to oznacza dla nas?
Pytanie podstawowe to, czy wszystkie te decyzje nie doprowadzą do utrwalenia podziałów między strefą euro, a pozostałymi państwami członkowskimi. Druga, choć bardziej paląca kwestia to wpływ tych decyzji na dalsze negocjacje wieloletniego budżetu UE. Przywódcy strefy euro, mając w głowie konieczność wyłożenia dodatkowych pieniędzy na osobny fundusz w przyszłości, mogą nie być chętni do wyrzeczeń, których na rzecz budżetu UE żąda się od nich już dziś. Zadaniem naszej dyplomacji i nas samych w Parlamencie Europejskim będzie osobne traktowanie dwóch wątków - budżetu UE na lata 2014-20 i osobnego instrumentu finansowania strefy euro, który jednak jest dopiero w początkowej fazie planowania.. Nikt nie chce przeszkadzać państwom euro w ratowaniu wspólnej waluty, ale też nikomu nie powinno zależeć na utrwalaniu stałych podziałów w Unii.