Unia bankowa zaczęła nabierać kształtów, na stole mamy porozumienie 27 państw UE w sprawie europejskiego nadzoru bankowego, porozumienie, które jest korzystne dla Polski.
REKLAMA
Unia bankowa
Ulokowany w Europejskim Banku Centralnym wspólny nadzór obowiązkowo weźmie pod lupę wszystkie banki w strefie Euro, których aktywa przekraczają 30 mld euro (u nas dla przykładu takim bankiem jest PKO BP), a nie jak chciało południe Europy wszystkie banki niezależnie od ich wielkości. To wynik porozumienia Paryża z Berlinem, który chciał uniknąć objęcia europejskim nadzorem popularnych w Niemczech lokalnych Sparkasse. Także banki-córki pozostaną pod narodowym nadzorem. W razie kłopotów, EBC może objąć bezpośrednim nadzorem jednak każdy z 6 000 banków na terenie Eurozony.
Jaki scenariusz dla Polski?
To jest jednak scenariusz dla państw wspólnej waluty. Nasz udział we wspólnym nadzorze i tym samym objęcie nim polskich banków to kwestia naszego wyboru. Sytuacja jest teraz o tyle komfortowa, że ustalenia dają nam możliwość pozostania poza unią bankową bez tracenia wpływu na część decyzji, które dotyczą także naszych banków. Gwarantować ma to system głosowania w istniejącej już unijnej agencji nadzoru bankowego (EBA), która decyduje o zasadach i standardach obowiązujących w europejskich bankach. Istniała uzasadniona obawa, że poddane obowiązkowemu nadzorowi ECB kraje strefy euro zdominują głosowania w EBA. Tymczasem ustalono, że decyzje będą zapadać podwójną większością: państw Euro oraz tych spoza. Na takie rozwiązanie prócz Warszawy naciskał m.in. Londyn, chcąc zabezpieczyć w ten sposób interesy City.
Kolejna dobra wiadomość, to korzystne dla państw spoza Euro propozycje dotyczące samego Europejskiego Banku Centralnego. Dla porządku - w EBC, centralnym banku wspólnej waluty, w którym ma być osadzony wspólny nadzór bankowy, decydują tylko państwa Euro. Pytanie, więc jak bez zmiany traktatów zabezpieczyć interesy państw takich jak Polska, jeśli zdecydują się one przystąpić do wspólnego nadzoru? Rozwiązaniem ma być powołanie ciała koncyliacyjnego, które z naszym udziałem decydowałoby ostatecznie w przypadkach, gdy decyzje wypracowane w gronie wszystkich uczestników nadzoru byłyby następnie kwestionowane przez nadrzędne ciało decyzyjne ECB, a więc wyłącznie państwa strefy Euro. Czy taki scenariusz mieści się w ramach obowiązującego prawa? Jest to pytanie, które zostało skierowane do szefów rządów i państw na zakończonym dziś szczycie w Brukseli.
Przyszłość strefy Euro
Wbrew oczekiwaniom, właśnie na tych najbardziej palących decyzjach skupiła się cała uwaga uczestników szczytu. Do bankowej układanki brakuje jeszcze kilku kawałków, m.in. porozumienia PE w sprawie samego nadzoru, ale także powołanie w niedalekiej przyszłości wspólnej agencji do tzw. uporządkowanej likwidacji banków, którym grozi upadek. Koszty w tym przypadku miałyby ponosić same rynki finansowe a nie podatnicy. Decyzji o dalszym pogłębianiu integracji w ramach Eurozony nie dotyczyły ewentualnego budżetu dla strefy Euro. I to jest trzecia dobra wiadomość dla Polski, wpierw zamknąć trzeba, bowiem negocjacje nad wieloletnim budżetem UE na lata 2014-20.
Czas na Euro
Dla Polski z podjętych w ostatnich dniach decyzji wyłania się jednak jedno bardzo wyraźne przesłanie. Jest wola polityczna dla dalszej integracji strefy Euro. Jeśli chcemy brać w niej udział, a tym samym znaleźć się w jądrze Unii Europejskiej a nie pozostać na jej peryferiach, musimy być gotowi na przyjęcie jasnej mapy drogowej dla przystąpienia do wspólnej waluty.
