Zwykle kiedy odnosisz mniejsze lub większe sukcesy, zaczynasz być niewygodna dla jakiejś grupy osób. Jeszcze gorzej jest, kiedy niespecjalnie interesuje cię ich zdanie... (wywiad ze mną, który ukazał się na łamach marcowego numeru magazynu "Koń Polski", rozmawia Romy Stępniewska)
REKLAMA
Spotykam się z Tobą po raz kolejny w Paryżu. Co Cię tu sprowadza?
Na co dzień, jak wiesz, intensywnie pracuję z końmi. Aby był progres i nowa wizja potrzebna jest wypoczęta głowa. Dlatego w każdy wolny weekend uciekam do Paryża, który stał się moim azylem. Tu ładuje baterie.
Na co dzień, jak wiesz, intensywnie pracuję z końmi. Aby był progres i nowa wizja potrzebna jest wypoczęta głowa. Dlatego w każdy wolny weekend uciekam do Paryża, który stał się moim azylem. Tu ładuje baterie.
Kto zajmuje się w tym czasie końmi?
Tak naprawdę konie zostają beze mnie raptem jeden dzień. W piątek mamy ostatni trening, sobota jest dniem lonży, a niedziela zawsze wolna. To kwestia organizacji i zdrowego podejścia do sportu. Dzięki temu mogę oddzielić życie prywatne od zawodowego.
Tak naprawdę konie zostają beze mnie raptem jeden dzień. W piątek mamy ostatni trening, sobota jest dniem lonży, a niedziela zawsze wolna. To kwestia organizacji i zdrowego podejścia do sportu. Dzięki temu mogę oddzielić życie prywatne od zawodowego.
Jesteś imprezowiczem?
Hahaha! Oczywiście, że tak. Prowadzę chyba niestandardowe życie jeśli chodzi o jeźdźców, bo oddzielam sport od życia prywatnego, co zresztą udaje się bez większego problemu. Życie jest zbyt krótkie, aby je marnować, więc staram się żyć na maksa, ale z rozsądkiem.
Hahaha! Oczywiście, że tak. Prowadzę chyba niestandardowe życie jeśli chodzi o jeźdźców, bo oddzielam sport od życia prywatnego, co zresztą udaje się bez większego problemu. Życie jest zbyt krótkie, aby je marnować, więc staram się żyć na maksa, ale z rozsądkiem.
Jak wyglądały Twoje początki z końmi?
Najpierw były kucyki na sopockiej plaży, a następnie prawdziwy koń srokaty Apacz (178 cm) ze stajni Dworzysko Szczawno Zdrój i przepiękny czas stepowania na jego grzbiecie mając zaledwie 6 lat... Trzy lata później pojawiła się szansa trenowania w stajni marzeń Stadzie Ogierów Książ, gdzie po raz pierwszy spotkałem Anky van Grunsvena i wiele innych, niesamowitych osobistości formatu światowego ujeżdżenia. Dziś to miejsce jest zniszczone i opuszczone aż mi serce pęka. Książ i początki w skokach oraz WKKW to dla mnie niezapomniany czas.
Najpierw były kucyki na sopockiej plaży, a następnie prawdziwy koń srokaty Apacz (178 cm) ze stajni Dworzysko Szczawno Zdrój i przepiękny czas stepowania na jego grzbiecie mając zaledwie 6 lat... Trzy lata później pojawiła się szansa trenowania w stajni marzeń Stadzie Ogierów Książ, gdzie po raz pierwszy spotkałem Anky van Grunsvena i wiele innych, niesamowitych osobistości formatu światowego ujeżdżenia. Dziś to miejsce jest zniszczone i opuszczone aż mi serce pęka. Książ i początki w skokach oraz WKKW to dla mnie niezapomniany czas.
Jesteś genetycznie obciążony jeździectwem?
Zgłębiałem ten temat i, niestety, nie ma u mnie żadnej jeździeckiej historii rodzinnej.
Zgłębiałem ten temat i, niestety, nie ma u mnie żadnej jeździeckiej historii rodzinnej.
Dlaczego wybrałeś właśnie ujeżdżenie?
Lubię tę codzienną dłubaninę, by po jakimś czasie zobaczyć jak z brzydkiego kaczątka stworzyłem maszynę GP, która frunie nad czworobokiem przy dobrym wietrze.
Lubię tę codzienną dłubaninę, by po jakimś czasie zobaczyć jak z brzydkiego kaczątka stworzyłem maszynę GP, która frunie nad czworobokiem przy dobrym wietrze.
Jak na polski, skostniały świat jeździecki jesteś osobą kontrowersyjną. Jak wytłumaczysz się z tego?
Hm, chyba tak, że mam swoje zdanie, sam kieruje swoja karierą od 22. roku życia. Zwykle kiedy odnosisz mniejsze lub większe sukcesy, zaczynasz być niewygodna dla jakiejś grupy osób. Jeszcze gorzej jest, kiedy niespecjalnie interesuje Cię ich zdanie... Generalnie skupiam się na marzeniach i celach, jakie sobie wyznaczam, a jeśli ktoś ma z tym problem to trudno.
Hm, chyba tak, że mam swoje zdanie, sam kieruje swoja karierą od 22. roku życia. Zwykle kiedy odnosisz mniejsze lub większe sukcesy, zaczynasz być niewygodna dla jakiejś grupy osób. Jeszcze gorzej jest, kiedy niespecjalnie interesuje Cię ich zdanie... Generalnie skupiam się na marzeniach i celach, jakie sobie wyznaczam, a jeśli ktoś ma z tym problem to trudno.
Myślisz, że istnieje swego rodzaju przyjaźń i solidarność w polskim ujeżdżeniu?Przyjaźń na pewno jest wszędzie, aczkolwiek nie dopuszczam zbyt wielu osób do siebie. Z tzw. środowiska mam niewielki krąg ludzi, którym mogę ufać. Solidarność z pewnością można odczuć ze strony starszych członków załogi, chociażby Wandy Wąsowkiej. Wspaniała kobieta i kibic energii ma dla całego świata. Oczywiście są osoby, które mają kompleksy i zatruwają środowisko, ale tak jest i w Polsce, i za granicą. Natomiast śmiało mogę powiedzieć, że na ostatnich ME mieliśmy najbardziej zgrany team. Świetna praca Andrzeja Sałackiego jako szefa ekipy i my, trójka kompletnie różnych charakterków, trzymaliśmy się razem.
Byłeś także naszym jedynym reprezentantem na ostatnich IO. Jak się wtedy czułeś? Dumny? Spełniony?
To było moje marzenie, zresztą nie do końca zrealizowane, bo oczywiście marzy mi się złoto. Na IO pojawił się stres, co w moim przypadku jest pozytywne, ponieważ mnie mobilizuje. W Hongkongu był telebim, więc już nie myślałem, czy to IO czy CDI, tylko chciałem przeżyć ten czworobok. Na treningach Randi stawał dęba, gdy widział konia o wysokości 8 metrów. Brak kontroli i totalny odjazd. Ostatnie minuty przed GP Randi brykał, bo było zbyt dużo ludzi i kamer, ale kiedy wjechałem zachował się fenomenalnie. Zero stresu i wyskoków. Wiedział, gdzie jest, wykonał plan ponad normę. Fakt startu na IO to mój wielki prywatny sukces, ale dziś chciałbym więcej. W głowie mam olimpiadę w Brazylii. Jest nowy koń i nowe marzenia.
To było moje marzenie, zresztą nie do końca zrealizowane, bo oczywiście marzy mi się złoto. Na IO pojawił się stres, co w moim przypadku jest pozytywne, ponieważ mnie mobilizuje. W Hongkongu był telebim, więc już nie myślałem, czy to IO czy CDI, tylko chciałem przeżyć ten czworobok. Na treningach Randi stawał dęba, gdy widział konia o wysokości 8 metrów. Brak kontroli i totalny odjazd. Ostatnie minuty przed GP Randi brykał, bo było zbyt dużo ludzi i kamer, ale kiedy wjechałem zachował się fenomenalnie. Zero stresu i wyskoków. Wiedział, gdzie jest, wykonał plan ponad normę. Fakt startu na IO to mój wielki prywatny sukces, ale dziś chciałbym więcej. W głowie mam olimpiadę w Brazylii. Jest nowy koń i nowe marzenia.
To znaczy?
Od roku jeżdżę na międzynarodowe konkursy Grand Prix na Rappe. Za chwilę zaprezentuję nowego dziewięcioletniego wałacha po Jazz’ie, i w niedalekiej przyszłości jeszcze wyciągnę prawdziwego jokera.
Od długiego czasu przewija się w mojej stajni dużo nowych koni, ale tak naprawdę żaden nie dał mi takiej energii, jaką daje mi Randon. I ostatniego lata, przez przypadek, zostałem właścicielem konia, jakiego można mieć tylko raz w życiu. Patrz, mam wideo w telefonie.[MR pokazuje mi krotki filmik]
Od roku jeżdżę na międzynarodowe konkursy Grand Prix na Rappe. Za chwilę zaprezentuję nowego dziewięcioletniego wałacha po Jazz’ie, i w niedalekiej przyszłości jeszcze wyciągnę prawdziwego jokera.
Od długiego czasu przewija się w mojej stajni dużo nowych koni, ale tak naprawdę żaden nie dał mi takiej energii, jaką daje mi Randon. I ostatniego lata, przez przypadek, zostałem właścicielem konia, jakiego można mieć tylko raz w życiu. Patrz, mam wideo w telefonie.[MR pokazuje mi krotki filmik]
Wow! To prawdziwe Ferrari! Gdzie znajdujesz takie perełki?
Zazwyczaj decyduje o tym przypadek. Cały czas otrzymuję wideo koni na sprzedaż z całej Europy. Muszę przyznać, że mam farta do koni.
Zazwyczaj decyduje o tym przypadek. Cały czas otrzymuję wideo koni na sprzedaż z całej Europy. Muszę przyznać, że mam farta do koni.
Jaki jest Twój życiowy przejazd?
Każdy jest zupełnie inny. Za każdym razem zaczynasz od zera, ale jeśli chodzi o wynik zdecydowanie finał Pucharu Świata w Las Vegas. Fantastyczna impreza. I ostatnie Mistrzostwa Polski. Randon w kurze był bardzo dobry. Miałem nagromadzone trudne sekwencje jak krzywe linie w zmianach, czy podwójne piruety w piafie i to w obie strony. Niestety, ten przejazd zupełnie nie przełożył się na oceny sędziów. Myślę, że oczekiwali starego kuru, a był to dressage. Cóż, takie są uroki tego sportu. Najważniejsze jest, aby być zadowolonym z siebie i konia w sensie obiektywnym. A ponadto patrzeć z dystansem na własną osobę. Oceny przyjdą prędzej, czy później.
Każdy jest zupełnie inny. Za każdym razem zaczynasz od zera, ale jeśli chodzi o wynik zdecydowanie finał Pucharu Świata w Las Vegas. Fantastyczna impreza. I ostatnie Mistrzostwa Polski. Randon w kurze był bardzo dobry. Miałem nagromadzone trudne sekwencje jak krzywe linie w zmianach, czy podwójne piruety w piafie i to w obie strony. Niestety, ten przejazd zupełnie nie przełożył się na oceny sędziów. Myślę, że oczekiwali starego kuru, a był to dressage. Cóż, takie są uroki tego sportu. Najważniejsze jest, aby być zadowolonym z siebie i konia w sensie obiektywnym. A ponadto patrzeć z dystansem na własną osobę. Oceny przyjdą prędzej, czy później.
Miałeś na swojej drodze zawodowej mentora?
Hmm, to zmieniało się w trakcie dorastania i zbierania kolejnych doświadczeń.
Spotkałem i wciąż spotykam wielu ludzi na swojej drodze, którzy mają na mnie ogromny wpływ. Jest jedna bardzo ważna osoba, bez której nie byłoby mnie tutaj. Mój tata. Zawsze podnosił mi poprzeczkę. Dzięki temu, co wydawało się z pozoru trudne, nagle stawało się łatwe. Nauczył mnie, że najważniejszy jest cel i jego osiągnięcie. Kolejną bardzo ważną osobą jest Sjef Jansen. To on mi pokazal mi, że dressage jest czarno-białe.
Hmm, to zmieniało się w trakcie dorastania i zbierania kolejnych doświadczeń.
Spotkałem i wciąż spotykam wielu ludzi na swojej drodze, którzy mają na mnie ogromny wpływ. Jest jedna bardzo ważna osoba, bez której nie byłoby mnie tutaj. Mój tata. Zawsze podnosił mi poprzeczkę. Dzięki temu, co wydawało się z pozoru trudne, nagle stawało się łatwe. Nauczył mnie, że najważniejszy jest cel i jego osiągnięcie. Kolejną bardzo ważną osobą jest Sjef Jansen. To on mi pokazal mi, że dressage jest czarno-białe.
Kto doprowadził Cię do Grand-Prix?
Wielu ludzi stoi za tym sukcesem. Nie sposób pominąć pierwszego trenera Kazimierza Lewandowskiego. Były to co prawda skoki, ale także pierwsze zetknięcie z prawdziwym sportem. Potem pojawił się Marek Pawłowicz i byłem wtedy już bliżej ujeżdżenia. Jeszcze później rodzina Dahmen z Aachen i pierwsze elementy Grand Prix.
Co okazało się przełomem?
Przeprowadzka pod Warszawę i Anna Bienias, dzięki której zetknąłem się ze swoim pierwszym koniem Grand Prix. Był to kochany Cyprys. Pamiętam jak dziś, że miałem ogromny problem z piafem. Ogier robił trzy kroki i koniec. Megafrustracja. Wtedy Ania poradziła mi niemiecki zacisk i zadziałało. Po pewnym czasie Cyprys wiedział, że się nie poddam i piafowal sam. Nawet wtedy, kiedy siedziałem na oklep w przysłowiowych klapkach.
Z Anią Bienias zaliczyłeś swoje pierwsze starty na poziomie Grand Prix.
Tak, z Cyprysem i po dorobieniu kilku elementów z Arterią. W tym samym czasie doprowadziliśmy mojego konia z Młodych Jeźdźców do poziomu Grand Prix i wałacha Armaniego. W stajni Bienias mogę powiedzieć, że rozpoczął się u mnie rozdział prawdziwego sportu. Potem pojawił się Randon, którego początkowo sprowadziłem do stajni dla Ani na próbę. Niestety Ania po pierwszej jeżdzie powiedziała, że to nie jest dla niej koń, bo ma bardzo trudny kłus. W tym momencie zaczałem sam na nim jeżdzić i przygotowywać do sprzedaży. Po tygodniu jazdy, poczułem, że to jest mój koń na Olimpiadę. Wszyscy początkowo śmiali się z mojego pomysłu, ale jak już wiadomo , miałem rację. Potem był wyjazd do Szwecji do Jana Brinka. W końcu podjęcie najważniejszej decyzji, po której Randon wystrzelił z progresem. Był to wyjazd do Sjefa Jansenna. Ten człowiek najbardziej mnie ukształtował jeździecko. Gdybym miał oszacować w procentach, byłoby to jakieś 70 proc.
Przeprowadzka pod Warszawę i Anna Bienias, dzięki której zetknąłem się ze swoim pierwszym koniem Grand Prix. Był to kochany Cyprys. Pamiętam jak dziś, że miałem ogromny problem z piafem. Ogier robił trzy kroki i koniec. Megafrustracja. Wtedy Ania poradziła mi niemiecki zacisk i zadziałało. Po pewnym czasie Cyprys wiedział, że się nie poddam i piafowal sam. Nawet wtedy, kiedy siedziałem na oklep w przysłowiowych klapkach.
Z Anią Bienias zaliczyłeś swoje pierwsze starty na poziomie Grand Prix.
Tak, z Cyprysem i po dorobieniu kilku elementów z Arterią. W tym samym czasie doprowadziliśmy mojego konia z Młodych Jeźdźców do poziomu Grand Prix i wałacha Armaniego. W stajni Bienias mogę powiedzieć, że rozpoczął się u mnie rozdział prawdziwego sportu. Potem pojawił się Randon, którego początkowo sprowadziłem do stajni dla Ani na próbę. Niestety Ania po pierwszej jeżdzie powiedziała, że to nie jest dla niej koń, bo ma bardzo trudny kłus. W tym momencie zaczałem sam na nim jeżdzić i przygotowywać do sprzedaży. Po tygodniu jazdy, poczułem, że to jest mój koń na Olimpiadę. Wszyscy początkowo śmiali się z mojego pomysłu, ale jak już wiadomo , miałem rację. Potem był wyjazd do Szwecji do Jana Brinka. W końcu podjęcie najważniejszej decyzji, po której Randon wystrzelił z progresem. Był to wyjazd do Sjefa Jansenna. Ten człowiek najbardziej mnie ukształtował jeździecko. Gdybym miał oszacować w procentach, byłoby to jakieś 70 proc.
Często aktorzy, którzy odnieśli duży sukces mówią, że mieli dużo szczęścia i znaleźli się w odpowiednim miejscu o właściwym czasie. Tak było w Twoim przypadku?
Sądzę, że to prawda. Często powtarzam, że urodziłem się pod szczęśliwą gwiazdą. Marzenia wkraczają w moje życie i spełniają się, ale z drugiej strony sam dążę do tego, co chcę osiągnąć. Płakanie i narzekanie nie leży w mojej naturze i myślę, że to jest główny powód, dlaczego znajduję się w odpowiednim miejscu i o właściwym czasie. Musisz być zdeterminowana na sukces, a wtedy łatwiej go osiągnąć. Dlatego odrzucam negatywne emocje i konsekwentnie dążę do celu.
Sądzę, że to prawda. Często powtarzam, że urodziłem się pod szczęśliwą gwiazdą. Marzenia wkraczają w moje życie i spełniają się, ale z drugiej strony sam dążę do tego, co chcę osiągnąć. Płakanie i narzekanie nie leży w mojej naturze i myślę, że to jest główny powód, dlaczego znajduję się w odpowiednim miejscu i o właściwym czasie. Musisz być zdeterminowana na sukces, a wtedy łatwiej go osiągnąć. Dlatego odrzucam negatywne emocje i konsekwentnie dążę do celu.
Dzisiaj mówisz o tym z pozycji siły, ale co byś poradził początkującym jeźdźcom?
Wierzyć w siebie i liczyć tylko na siebie! Niemal od początku kariery słyszałem o swoim braku talentu, a dziś jestem po olimpiadzie, mam kilka koni na poziomie GP i udzielam klinik na całym świecie. Po prostu ci, którzy tak mówili, bardzo się pomylili... (śmiech)
Wierzyć w siebie i liczyć tylko na siebie! Niemal od początku kariery słyszałem o swoim braku talentu, a dziś jestem po olimpiadzie, mam kilka koni na poziomie GP i udzielam klinik na całym świecie. Po prostu ci, którzy tak mówili, bardzo się pomylili... (śmiech)
Jakie predyspozycje na dzień dobry eliminują szanse na zrobienie dużej kariery w jeździectwie?
Brak samodzielności, bardzo krytyczna ocena swojej osoby, i przede wszystkim odporności na krytykę ludzi i własne niepowodzenia. Jeśli dziś mi nie wyjdzie, jutro mam nowy dzień i wszystko się uda!
Brak samodzielności, bardzo krytyczna ocena swojej osoby, i przede wszystkim odporności na krytykę ludzi i własne niepowodzenia. Jeśli dziś mi nie wyjdzie, jutro mam nowy dzień i wszystko się uda!
Jak często bierzesz konie w trening albo ludzi. Czy to jest dopełnienie twoich sukcesów?
Drzwi mojej stajni są otwarte dla ludzi, ale kiedy mam zdecydować ,,koń czy człowiek”, zawsze wybiorę konia. Bo tak naprawdę jestem na początku mojej kariery sportowej, która jest dla mnie zawsze na pierwszym miejscu. A biorąc udział w zawodach na całym świecie, ciężko jest poważne się kimś zająć. Przez rok miałem w treningu kucyka. Dziś jest Joanna Miłosz i dwie holenderki... Zobaczymy, co czas przyniesie. Na razie czeka nas ciężka praca.
Drzwi mojej stajni są otwarte dla ludzi, ale kiedy mam zdecydować ,,koń czy człowiek”, zawsze wybiorę konia. Bo tak naprawdę jestem na początku mojej kariery sportowej, która jest dla mnie zawsze na pierwszym miejscu. A biorąc udział w zawodach na całym świecie, ciężko jest poważne się kimś zająć. Przez rok miałem w treningu kucyka. Dziś jest Joanna Miłosz i dwie holenderki... Zobaczymy, co czas przyniesie. Na razie czeka nas ciężka praca.
A jak wygląda kwestia pozyskiwania sponsorów?
Świetne pytanie. To bolączka, na którą cierpię od wielu lat. Na szczęście rok temu podpisałem umowę ze sklepem jeździeckim Equishop i dziś jestem zaopatrywany w świetny sprzęt marki Presstige, za co jestem im bardzo wdzięczny. Ale wciąż próbuję pozyskiwać sponsorów finansowych, co nie jest łatwe.
Wiem, że PZJ nieustannie narzeka na brak finansów. Trenując za granicą dostrzegasz różnice w sposobie działania federacji, czy wszystkie działają w tak żałosny sposób?
Myślę, że podstawowym błędem PZJ jest wciąż brak sprawnego marketingowca, który pozyskuje sponsorów dla kadry w danej dyscyplinie i promuje ją w mediach. Mit, jaki króluje w Polsce, że odbiegamy od Zachodu i ,,to niemożliwe” jest po prostu słaby... Dzisiaj, siedzenie w biurze nie wystarczy, aby osiągnąć sukces. Trzeba wyjść do ludzi. Dobrym przykładem jest Ukraina, gdzie znaleziono sponsora, trenera dla kadry i w ciągu roku wyprzedzili całą naszą trójkę w rankingu olimpijskim.
Świetne pytanie. To bolączka, na którą cierpię od wielu lat. Na szczęście rok temu podpisałem umowę ze sklepem jeździeckim Equishop i dziś jestem zaopatrywany w świetny sprzęt marki Presstige, za co jestem im bardzo wdzięczny. Ale wciąż próbuję pozyskiwać sponsorów finansowych, co nie jest łatwe.
Wiem, że PZJ nieustannie narzeka na brak finansów. Trenując za granicą dostrzegasz różnice w sposobie działania federacji, czy wszystkie działają w tak żałosny sposób?
Myślę, że podstawowym błędem PZJ jest wciąż brak sprawnego marketingowca, który pozyskuje sponsorów dla kadry w danej dyscyplinie i promuje ją w mediach. Mit, jaki króluje w Polsce, że odbiegamy od Zachodu i ,,to niemożliwe” jest po prostu słaby... Dzisiaj, siedzenie w biurze nie wystarczy, aby osiągnąć sukces. Trzeba wyjść do ludzi. Dobrym przykładem jest Ukraina, gdzie znaleziono sponsora, trenera dla kadry i w ciągu roku wyprzedzili całą naszą trójkę w rankingu olimpijskim.
Czy nie jest tak, że w Polsce brakuje trenerów?
Romy, patrząc na Twoje wyniki i doświadczenie zawodowe, także przez pryzmat własnych dokonań wiem, że jesteś świetnym trenerem. Czy dziś struktury PZJ-u chciały wykorzystać Twój potencjał? Wiem, że nie. PZJ nie próbuje wykorzystać wiedzy takich ludzi jak Ty, ja, czy Kasia Milczarek.
Poziom wyszkolenia w Polsce, niestety, wciąż odbiega od Zachodu.
Procedury promują niedoświadczonych praktyków, ale z papierem. Dziwne i zarazem niesmaczne są sytuacje, kiedy na Mistrzostwach Polski zawodnicy na pudle osiągają po pięćdziesiąt kilka procent...
Musimy wypracować system, aby osiągnąć sukces, bo przypadkowe treningi nie wnoszą nic konstruktywnego. Widzę to w ten sposób, że PZJ organizuje co miesiąc regularne spotkania np. z sędzią Markowskim i pracują nad czworobokiem. Po prostu ściąga się jednego z czołowych polskich zawodników, żeby spotkania były regularne, miały swój sens i cel. Problem polega jednak na tym, że nasi instruktorzy sami ledwo potrafią jeździć, więc w jaki sposób mają szkolić przyszłych kadrowiczów?
Romy, patrząc na Twoje wyniki i doświadczenie zawodowe, także przez pryzmat własnych dokonań wiem, że jesteś świetnym trenerem. Czy dziś struktury PZJ-u chciały wykorzystać Twój potencjał? Wiem, że nie. PZJ nie próbuje wykorzystać wiedzy takich ludzi jak Ty, ja, czy Kasia Milczarek.
Poziom wyszkolenia w Polsce, niestety, wciąż odbiega od Zachodu.
Procedury promują niedoświadczonych praktyków, ale z papierem. Dziwne i zarazem niesmaczne są sytuacje, kiedy na Mistrzostwach Polski zawodnicy na pudle osiągają po pięćdziesiąt kilka procent...
Musimy wypracować system, aby osiągnąć sukces, bo przypadkowe treningi nie wnoszą nic konstruktywnego. Widzę to w ten sposób, że PZJ organizuje co miesiąc regularne spotkania np. z sędzią Markowskim i pracują nad czworobokiem. Po prostu ściąga się jednego z czołowych polskich zawodników, żeby spotkania były regularne, miały swój sens i cel. Problem polega jednak na tym, że nasi instruktorzy sami ledwo potrafią jeździć, więc w jaki sposób mają szkolić przyszłych kadrowiczów?
