
Kilku ludzi stale przypomina Niemcom o ich ksenofobii i poczuciu wyższości. Jednym z nich jest Gunther Wallraff. Jego śledcze reportaże obnażają cienkość warstewki tolerancji dla obcych, obnażają prawdziwą naturę tego wspaniałego Europejczyka. Nie łudźmy się bowiem, że Wallraff opisuje tylko wady Niemców, te wady znajdziemy nad Wisłą i nad Loarą.
REKLAMA
Turek, Turas, Kasztan. Słowem obcy. Potrzebny tylko do ciężkiej pracy. Ma tyrać i zadowalać się minimalną stawką. Pojęcie jego bezpieczeństwa przy pracy czy godności osobistej nie istnieje. Kasztan nie może się bronić, na miejsce Kasztana znajdzie się masa chętnych, takich samych Kasztanów jak on. Kasztan to po prostu zero. Nikt. To obcy, uchodźca, gastarbeiter zabierający miejsca pracy, zanieczyszczający ulice, potencjalne niebezpieczeństwo dla innych.
Gunther Wallraff postanowił na własnej skórze sprawdzić jak wygląda życie Turka w Niemczech. Jako Ali, turecki emigrant, doświadczył szeregu upokorzeń ze strony nie tylko pracodawców, ale i zwykłych niemieckich robotników. Nie chcę tu opisywać całej historii Alego i doświadczeń innych tureckich robotników, chcę jedynie podzielić się wnioskami, jakie nasunęły mi się w czasie lektury.
Narzekamy na muzułmanów w Europie, boimy się, że ich celem jest wprowadzenie szariatu i zmiana kulturowej tożsamości kontynentu. Boimy się tego i w jakimś stopniu mamy, być może, rację. Nie pamiętamy jednak o tym, że naszą codziennością zarabiamy na wrogość ze strony tych Obcych, bez których ulice europejskich stolic tonęłyby w stertach śmieci. Narzekamy, że nie chcą się asymilować, ale czy jako zwykli ludzie robimy coś w tym kierunku? Czy teraz, bojąc się, nie zbieramy owoców naszej pogardy i niechęci?
Pomyślcie o tym wspaniali Europejczycy....
