Jeffery Deaver
Październikowa lista
Jeffery Deaver Październikowa lista Prószyński i S-ka

By poznać początek, musisz zacząć od końca……………

REKLAMA
Porwanie 6-letniej Sarah burzy spokojne i poukładane życie jej matki, Gabrieli. Jeszcze dwa dni temu była samotną, lecz szczęśliwą matką, miała dobrze płatną pracę i właśnie spotkała przystojnego mężczyznę o aktorskiej urodzie. W jednej chwili życie Gabrieli się zmieniło. Ma 30 godzin, by spełnić żądania porywacza, który pojawił się w progu jej domu. Musi zdobyć pół miliona dolarów i tajemniczą „Październikową listę”.
Autor zrywa z chronologią i serwuje czytelnikowi opowieść od końca. Książka zaczyna się od rozdziału trzydziestego szóstego i kończy na pierwszym. Na samym początku miałam pewne podejrzenia, że dostałam źle poskładany egzemplarz i dopiero przedmowa autora rozwiała moje wątpliwości. Rozpoczęcie książki od zakończenia wydaje się, być może, dziwnym, jednak czytelnik zrozumie zamiary Autora, gdy wreszcie przeczyta rozdział pierwszy.
Jak po nitce do kłębka historię rozpoczyna pojawienie się porywacza. Oznacza to jedno – czas minął, co oznacza, że teraz ważą się losy porwanej dziewczynki. Jednak aby dowiedzieć się, jak do tego doszło, trzeba wrócić do początku. Czytelnik odkrywa powoli genezę zbrodni i zamienia się w śledczego, który otrzymał informacje o porwaniu i sam musi odkryć, co się wydarzyło wcześniej. Czytelnikowi tylko wydaje się, że wie już wszystko. Prawdziwa tajemnica dopiero ujrzy światło dzienne.
Jeffery Deaver jest autorem prawie 20 powieści. Wielokrotnie nominowany do najważniejszych nagród gatunku – Edgar Awards i Anthony Awards, został również jednym z pisarzy wyznaczonych do napisania dalszych części przygód Jamesa Bonda – „Carte Blanche”. Zasłynął głównie „Kolekcjonerem kości”, który zapoczątkował serię z Lincolnem Rhyme’m – sparaliżowany, genialnym kryminalistykiem.
Choć Jeffery Deaver sporo ryzykował zaburzeniem chronologii w „Październikowej liście”, to według mnie dzięki temu ta książka jest wciągająca. Autor udowadnia tą powieścią, że nie boi się próbować czegoś innego, nowego. Potwierdza, że jest mistrzem swojego gatunku. Bawi się formą i po trochu żartuje z czytelnika nagłymi zwrotami akcji i początkiem czyli końcem powieści – mówi on wszystko, a zarazem nic.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?