
Księgi zakazane i wyklęte. Miały się nigdy nie ukazać, ślad po nich miał zaginąć tylko dlatego, że ich treść nie spodobała się komuś, kto akurat miał władzę, lub nie pasowały do jego wizji świata. Poznajmy ich krótką historię.
REKLAMA
Dyktatorzy mają władzę. Władza, zwłaszcza ta absolutna polega na tym, że jej nakazy i zakazy nie muszą mieć praktycznego uzasadnienia. Tyran zakazuje, bo może zakazać. Może nie pozwolić na ukazanie się dzieła dla samej przyjemności wydania rozkazu i obserwacji jak rozkaz ten zostanie wykonany. Władza absolutna polega bowiem na tym, że od kaprysu zależeć będzie czyjeś powodzenie lub upadek. Tyran może pozwolić na wiele, może jednak zakazać wszystkiego. Może więc tolerować utwory opozycyjne, by za chwilę zakazać ich autorowi pisania bajek dla dzieci.
Dyktatorzy dysponują potężnym aparatem. Aparat ten nazywany jest cenzurą. To cenzura, odgadując życzenia dyktatora, pilnuje, aby nie ukazało się drukiem nic, co naraziłoby go na dyskomfort. Cenzura służyła również łamaniu charakterów. Przychylność cenzora oznaczać mogła druk, a więc karierę pisarską. Nic więc dziwnego, że wielu pisarzy i artystów decydowało się na współpracę z władzą dla osiągnięcia własnych sukcesów. Dyskusyjną jest kwestią czy można ich za to potępiać czy też nie. Nie jest to tematem książki Wernera Fulda, więc i my zajmować się nim nie będziemy.
Krótka historia książek zakazanych to krótki przewodnik po historii walki ze słowem pisanym. Historia ta zaczyna się w czasach Augusta, który wygnał Owidiusza z Rzymu, by poprzez cierpienia Denisa Diderota przejść do czasów nam współczesnych. Losu Owidiusza doświadczyli Zamiatin, Bułhakow, Zweig czy Remarque. Tak to właśnie jest, że najbardziej krwawi dyktatorzy, najwięksi despoci bali się słowa pisanego i treści, jaką ze sobą niesie. I dziś, gdy czytam nawoływanie do spalenia książki, której treść ktoś uznał za szkodliwą, włącza mi się w głowie ostrzeżenie, czy nie jest to nawoływanie do przyszłych zbrodni.
Ale nie tylko dyktatorzy wprowadzali cenzurę i niszczyli książki. Często sami pisarze chcieli zatrzeć ślad po niektórych swoich utworach paląc samodzielnie, lub nakazując palenie rękopisów. Niedawno cały świat literacki podzielił się w czasie dyskusji o to, czy powinny ukazać się osobiste notatki Jana Pawła II. Przyznam, że należałem do przeciwników druku tych notatek. Werner Fuld uświadomił mi jednak, że gdybyśmy stawiali wolę zmarłego ponad jego dorobek literacki, to dziś bylibyśmy pozbawieni takich dzieł jak Proces czy Zamek. Te dzieła bowiem miały być spalone, zgodnie z wolą Franza Kafki. I nie oceniam już tak jednoznacznie złamania woli zmarłego.
A tak między nami mówiąc, to gdybym miał kiedykolwiek władzę absolutną to zakazałbym palenia jakichkolwiek książek.
