
Indie. Kraj fascynujący i straszny jednocześnie. Barwne sari, kastowość, jedna z najpotężniejszych armii świata i ta straszna niesprawiedliwość, której, jako turyści, zdajemy się nie dostrzegać…
REKLAMA
Tak naprawdę Indie to dziwny kraj. Permanentna wojna, zamachy terrorystyczne, powszechność gwałtów na turystkach, a jednocześnie kraj uznany za państwo demokratyczne. Demokracja ta wywodząca się z administracji brytyjskiej, oparta jest o aparat przymusu- armię i policję. I w tej oto demokracji rodzi się ruch partyzancki mający oparcie w najbardziej zdeterminowanej klasie. Klasa ta to ludzie skrzywdzeni wysiedleniami, głodni, pozbawieni perspektyw, ludzie, którzy nie mają nic do stracenia, oprócz swojej codziennej nędzy. Miejscem ich życia i walki jest dżungla.
Ale Indie to nie tylko dżungla i pozbawieni perspektyw mieszkańcy wsi. Indie, to również miasta, a raczej ulice pełne takich samych wyrzutków społecznych, jak ci z dżungli. Miasta są przecież dżunglą, o którą nikt nie dba. Dżungla ta, tak samo jak prawdziwa, potrafi śmierdzieć. Nie jest to jednak smród rozkładających się drzew. Ten odór jest produktem człowieka. Kastowość, nierówności społeczne i zakazy administracyjne pogłębiają rozdarcie kraju. Bo Indie to kraj rozdarty i rozdarcie to nie jest tylko efektem systemu kastowego czy różnorodności kulturowej. Indie są rozdarte przede wszystkim przez wszechobecną przemoc i społeczne jej tolerowanie.
Takie są właśnie Indie widziane oczami Arundhati Roy, indyjskiej pisarki zaangażowanej w walkę o sprawiedliwość i demokratyzację kraju. Autorka od lat krytykuje funkcjonowanie państwa, wszechobecną korupcję, łamanie praw człowieka i przepisy, które istnieją wyłącznie na papierze. Krytykuje kraj, w którym bieda sąsiaduje z luksusem. Kraj obfitujący w bogactwa naturalne, z których nie potrafi korzystać dla dobra własnych obywateli. Słowem Bantustan.
Jeśli więc spojrzymy na Indie oczami Arudhati Roy nasza fascynacja tym krajem spadnie do zera. Spojrzymy bowiem na kraj nieszczęśliwy, kraj, który wymaga wielu lat reform, których tak naprawdę chyba nikt nie chce. Nikt, z wyjątkiem ludzi pokroju Autorki.
