
To książka szczególna i to nie tylko dlatego, że ukazała się bowiem na kilka dni przed śmiercią jej Autora. Zmarły niedawno Marek Nowakowski rozprawia się w niej z czasami, kształtującymi jego osobowość. Książka ta to sąd Autora nad swą przeszłością.
REKLAMA
W życiu każdego człowieka są chwile chwały i chwile wstydliwe. Wstydzić się jednak można tego, że postępowało się kiedyś wbrew sobie. Błądzić jest rzeczą ludzką, każdy z nas dokonuje błędnych wyborów. Jednak cyniczne wybranie drogi kariery wbrew swoim ideałom jest rzeczą niewybaczalną. Autor prowadzi nas przez błędy młodości barwnie opisując środowisko, w którym przyszło mu dojrzewać. Jedną z kart życia Autora naznaczyła fascynacja komunizmem.Zafascynowanie to wynikało z wewnętrznego przekonania, a dopiero doświadczenie życiowe kazało mu spojrzeć na ideę innymi oczami.
Młodość Marka Nowakowskiego przebiegła pod znakiem lawirowania pomiędzy kilkoma światami. Świat komunizmu kłócił się ze światem domu rodzinnego, a oba te światy nie tolerowały tego przestępczego półświatka, który również był kuszącym dla Autora. Jednak to ten ostatni wpoił Autorowi zasadę, której trzymał się przez całe swe życie. Zasadę lojalności i odrzucenia jakichkolwiek pokus współpracy z władzą. Zasada niedonoszenia na kumpli uchroniła Nowakowskiego przed ideowym werbunkiem ze strony UB, zasada ta miała mu towarzyszyć dalej, w czasie studiów i dalszej pracy zawodowej.
Wydawałoby się więc, że Nowakowski będzie piętnować tych, którzy tej zasady nie stosowali. Prawdopodobnie też niewielu by się dziwiło, gdyby moralnie potępił ludzi złamanych przez system. Nasza codzienność pełna jest wielu katonów, którzy roszczą sobie, z bardziej lub mniej uzasadnionych powodów, prawo do występowania w roli sędziów i katów jednocześnie. Niektórzy biorą sprawy w swoje ręce ujawniając mniej lub bardziej wiarygodne listy i wykazy osób złamanych. Marek Nowakowski, zgodnie z Talleyrandowskim „ja nie ganię, ja nie chwalę, ja opowiadam” przedstawia nam rzeczywistość epoki, widzianą jego oczyma.
I to jest cenne.
