Katarzyna Boni  Wojciech Tochman
Kontener
Katarzyna Boni Wojciech Tochman Kontener Biblioteka Gazety Wyborczej

Do wojny w Syrii zdążyliśmy już przywyknąć na tyle, że zapomnieliśmy już o tragedii uchodźców. Katarzyna Boni i Wojciech Tochman postanowili nam o nich przypomnieć, odbierając nam tym samym nam czystość sumienia.

REKLAMA
Każdej wojnie towarzyszy tragedia zwykłych ludzi. Tak było za czasów faraonów, tak jest też teraz. Od tysięcy lat ludność cywilna uciekała przed armiami, porzucając dorobek życia, idąc na wygnanie. Los uchodźcy nigdy nie był łatwy. Ci, którzy mieli oparcie w rodzinie, czy grupach wyznaniowych, mogli uważać się za szczęśliwców, reszta zdana była na siebie. Pozytywnym sposobem rozwiązania problemu uchodźców wydawał się więc dwudziestowieczny wynalazek. Były to obozy dla uchodźców, gdzie ludzie wygnani z własnych domów mogli znaleźć ciepłą strawę i dach nad głową, nie stanowiąc jednocześnie zagrożenia dla mieszkańców krajów, gdzie się znaleźli.
Jednak to, co miało być dobrodziejstwem, stało się przekleństwem uchodźców. Obozy nie dawały nadziei na powrót do domów, tym bardziej, że w XX wieku wojny stały się coraz bardziej okrutne. Obóz uchodźców staje się więc pułapką. Jest namiastką normalnego miasta, gdzie wszystko staje na głowie. Mężczyźni przyzwyczajeni do tradycyjnego modelu rodziny, nagle tracą poczucie, że to oni dbają o utrzymanie rodziny. W obozach łatwiej o pracę dla kobiet, mężczyźni są bezrobotni i to jest dodatkowym powodem ich frustracji. Jeszcze gorszy los czeka ich dzieci. Pozbawione normalnego życia staną się ludźmi nastawionymi roszczeniowo do świata, obozy pozbawią ich umiejętności dbania o własny los i planowania przyszłości. Przyszłe pokolenia będą nastawione tylko na branie tego, co organizacje humanitarne będą w stanie im przekazać.
Wiedziałem o tym wszystkim, toteż „Kontener” nie zrobił na mnie większego wrażenia. Bliski Wschód pełny jest uchodźców i ich potomków. Uchodźcy to naturalna pożywka dla ekstremistów, to potencjalne źródło naboru dla organizacji terrorystycznych. Zdawałem sobie sprawę, że syryjskich uchodźców czekać będzie taki sam los jak kurdyjskich czy palestyńskich. Jednak Autorzy uświadomili mi swą książką coś jeszcze. Oto my, dzielni ludzie zachodu, prawi humaniści, wzruszający się losem uciekinierów, tak naprawdę nie mamy recepty na realną poprawę ich losu. Nie jesteśmy w stanie zażegnać konfliktów, przed którymi uciekają ze swoich domostw, a nasza pomoc dla nich tak naprawdę ma uspokoić nasze sumienia.
I czy to jest z naszej strony w porządku?

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?