
Susan Sontag rozmawia z Jonathanem Cottem, dziennikarzem „Rolling Stone” Wystarczy, by skusić do lektury?
REKLAMA
Susan Sontag intryguje. Szalenie inteligentna kobieta, przelewająca swe myśli na papier z łatwością właściwą zapaleniu papierosa. Z drugiej strony jest to intelektualistka, która tak naprawdę do końca życia nie potrafiła poradzić sobie ze swoją seksualnością i dziedzictwem przodków.
Susan Sontag niechętnie udzielała wywiadów. Oczekiwała bowiem od rozmówcy określonego poziomu intelektualnego. Koszmarem musiała być dla niej myśl, iż jakaś redakcja przysyła do niej na rozmowę stażystę, który dzień wcześniej dowiedział się o jej istnieniu. Rozmowa dla Sontag musiała być czymś inspirującym, czymś, co daje przyjemność obu stronom. Taką rozmowę ceniła i taka właśnie była rozmowa z Cottem.
Susan Sontag niechętnie udzielała wywiadów. Oczekiwała bowiem od rozmówcy określonego poziomu intelektualnego. Koszmarem musiała być dla niej myśl, iż jakaś redakcja przysyła do niej na rozmowę stażystę, który dzień wcześniej dowiedział się o jej istnieniu. Rozmowa dla Sontag musiała być czymś inspirującym, czymś, co daje przyjemność obu stronom. Taką rozmowę ceniła i taka właśnie była rozmowa z Cottem.
„Myśl to forma odczuwania” jest pełnym zapisem rozmów jakie przeprowadziła Sontag ze swoim rozmówcą. W magazynie ukazała się zaledwie jedna trzecia materiału. Jak Jonathan Cott dokonał wyboru materiału pozostanie dla mnie zagadką, wiem jednak, po lekturze wywiadu, że musiało być to zadanie nad wyraz trudne. Spektrum tematów, jakie rozmówcy poruszali, jest bowiem rozległe. Popkultura, idea równouprawnienia, wreszcie problem choroby i starzenia się. Temat choroby i starzenia się jest pierwszym poruszonym w książce. Zdiagnozowany kilka lat wcześniej rak, zmusił pisarkę do refleksji nad istotą życia i jego przemijaniem. Panika, lęk, perspektywa szybkiej i bolesnej śmierci u młodej przecież, bo zaledwie czterdziestoletniej kobiety, musi pobudzić wyobraźnię czytelnika. W czasie choroby wysiłkiem jest to, by nie myśleć o niej, nie poddawać się panicznemu strachowi, żyć dalej tak, jakby nie istniało przemijanie i śmierć.
Przyznam, że po lekturze „Myśli..” zupełnie inaczej spojrzałem na Sontag. Ta znana mi z esejów, a nawet z Dzienników, była nieco inna, bardziej wycofana, jakby stonowana. Czyżby to osoba rozmówcy tak otworzyła Myślicielkę? A może to tylko wrażenie spowodowane przez osobiste doświadczenia… W każdym razie, po raz kolejny, mogę powiedzieć, że lektura wszystkiego, co wyszło z ust, lub spod pióra Susan Sontag jest ucztą intelektualną..
