
Od kilku lat coraz bardziej modna staje się literatura skandynawska, w której poczesne miejsce zajmuje literatura norweska. Herbjørg Wassmo stworzyła sagę rodzinną, której bohaterkami są cztery kobiety…
REKLAMA
Wydane w Polsce, 5 lat po premierze w Norwegii ,„Stulecie” to historia czterech kobiet -prababki, babki, matki i córki. Choć ich losy są różne, to łączy je kraj w którym żyły i role jaką na siebie przyjęły. To one zajmowały się domem i gospodarstwem, gdy mężczyźni wypływali na połowy ryb i nie było ich tygodniami. Mimo że rola kobiet została przedstawiona jako tych silniejszych, upartych i rządzących często silną ręką, to dzieje się tak, dlatego że tak płeć piękna się wychowała w mrocznych i chłodnych miasteczkach na północy Norwegii, a nie przez feminizm autorki, który zresztą dla Wassmo nie istnieje.
Bohaterek Wassmo nie da się określić jednoznacznie. Często są niedomówione, co dodaje im tajemniczości. Złożone, pełne sprzecznych pragnień, uwięzione w jednej roli. Mają mocne, silne osobowości. Z całej czwórki bohaterek, jedynie Sara Susanne – prababka autorki – została wykreowana przez pisarkę – to portret kobiety z tamtej epoki.
Choć najwięcej mówi się o tej opowieści ze względu na historię Herbjørg Wassmo, to wątek ten zajmuje najmniej miejsca i jest najbardziej ubrana w metafory. Najwięcej o autorce można się dowiedzieć z wywiadu, który niedawno udzieliła dla Wysokich Obcasów . Sama zaś pełni funkcję czegoś w rodzaju przypowieści o dziewczynce, której dzieciństwo zostało zachwiane przez "niego". Kto "nim" jest – tego można się domyślić, lecz nie zostało to powiedziane wprost.
Jest to literatura kobieca, która nie jest pisana jedynie dla kobiet. Niestety, obawiam się, że „Stulecie” zostanie zaszufladkowane jako powieść dla kobiet. A to wyszłoby na złe zarówno książce jak i płci męskiej, której nie dane poznać by było spojrzenia na świat silnych kobiet z północy.
Powieść zasługuje na uwagę nie tylko z powodu ukazania jednego wieku przemian w Norwegii z punktu widzenia kobiet. To też świetny styl, wyraziste postacie oraz ciekawa fabuła. A co ważniejsze – prawdziwa. Cieszę się, że wydawnictwo Smak Słowa postanowiło przypomnieć czytelnikom o Wassmo, która w latach 90. zagościła na moment na polskim rynku z powieścią „Księga Diny”, a później została zapomniana. A o takiej autorce, której świetność potwierdziły wielokrotnie nagradzane powieści, w tym ta najważniejsza – Nagroda Literacka Rady Nordyckiej, szkoda by o niej zapomnieć ponownie.
Marta Kraszewska
