Haruki Murakami
Słuchaj pieśni wiatru
Flipper roku 1973
Haruki Murakami Słuchaj pieśni wiatru Flipper roku 1973 wydawnictwo Muza

Lektura debiutanckich wprawek wziętego pisarza zawsze będzie niosła za sobą ryzyko. Co zrobić, jeśli okaże się, że pisarz powinien wprawki te spalić bezpośrednio po ich napisaniu? Jak to napisać i nie narazić się na gniewne spojrzenia fanów pisarza? Oto jest pytanie…

REKLAMA
Główne postacie akcji, to ludzie z ulicy. Tacy, których codziennie mijamy na ulicy. Właściwie Murakami mógłby wybrać dowolnego użytkownika facebooka i opisać jego codzienność. Wybrał jednak zagubionego studenta i jego przyjaciela o ksywce Szczur. Ich codzienność to nuda i monotonia, przerywana nielicznymi rozrywkami. Inni bohaterowie pojawiają się niczym króliki z kapelusza, trudno jest określić, po co je akurat autor postanowił wpleść w akcje. Nawiasem mówiąc każda z nich jest jedynie naszkicowana, nie wyłączając głównych bohaterów.
Jedynym mocnym punktem książki jest aura niezwykłości. Autor przeskakuje zręcznie między zwykłą codziennością a tym, co w niej jest ponadnaturalne. Jednak sposób kreślenia fabuły to nieco za mało, by książka mogła spodobać się czytelnikowi. Wprawdzie bezkrytyczni miłośnicy Murakamiego będą nią zachwyceni, jak wszystkim, co wyszło spod pióra Pisarza. I nie należy ich krytykować za to. Sam jestem zachwycony prozą Zimlera czy Grosmana i przeczytam wszystko, co oni napisali. Chciałbym też, aby oni nie krytykowali mnie za to, że nie podobała mi się pierwsza wprawka ich idola.
Słuchaj pieśni wiatru mogła by być dobrą powieścią, gdyby jej Autor popracował nieco nad nią, zmienił kilka wątków i wyrzucił zbędne postacie. A tak pozostaje jedynie ciekawostką o początkach literackich wziętego pisarza.
Za mało jednak, aby oczarować.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?