Helene Uri
Wiedźmy
Helene Uri Wiedźmy Wydawnictwo Pi

Cztery kobiety. Każda wychowana inaczej, a jednak mają podobne poglądy na życie. W jednej zgadzają się wszystkie – nienawidzą protekcjonalnego zachowania mężczyzn. Postanawiają coś z tym zrobić. Wkładają peleryny… i przemieniają się w wiedźmy.

REKLAMA
Gdy w 2005 roku wydano pierwszy tom trylogii Millenium, mało kto przypuszczał, że zdobędzie ona tak wielki rozgłos. I co ważniejsze – otworzy furtkę pisarzom kryminałów skandynawskich, dotychczas cenionych i znanych jedynie przez wytrawnych znawców w Ameryce. Teraz powoli popularność dosięga również powieści niekoniecznie o zbrodni , słowem polski czytelnik zaczął doceniać literaturę skandynawską, będącą bądź co bądź obecną w kulturze od dawna.
Stąd też seria „Literatura północy” oraz tłumaczenie „Wiedźm” Helene Uri. Książki, co ciekawe, oryginalnej w formie, mimo że powieści o zbliżonej tematyce, jest na rynku coraz więcej. Autorka wnikliwie portretuje swoje postaci. Choć z jednej strony cztery główne bohaterki są podobne do wielu innych, to jednak wyróżnia je osobowość i wygląd. Żadna z nich nie jest idealna, nie trzyma się drakońskich diet, po prostu jest taka jaka jest. Ma wady, słabości. A jednak każda jest wyjątkowa.
Frøydis zatrzymała się na światłach. Kobiety popatrzyły na siebie nawzajem. Milczały, ale każda dostrzegała coś w oczach drugiej. Myśli Jenny krążyły niczym luźne strzępy papieru na wietrze. Cztery. Ella, nauczycielka łaciny. Celeste, to ta piękna ciemnowłosa. Czy to te cztery, które… Oczywiście, że tak. Przecież dobitnie zdała sobie z tego sprawę podczas przerwy, a wiedziała, jak tylko przyszły. Zgadzało się co do joty. I te aksamitne peleryny. Musiała się uśmiechnąć. Johanna. Dobra, stara Johanna. Kawałki papieru wylądowały, ułożyły się w pełny arkusz…
Zaskoczyć może wykorzystanie łaciny w powieści. Zarówno w formie lekcji, które prowadzi jedna z bohaterek, jak i użycie pojedynczych słówek, wtrąceń w zdania. Dodatkowo autorka zamieszcza króciutkie historyjki o starożytnym Rzymie i o języku, co później o dziwo ma powiązanie z fabułą i działaniami kobiet.
„Wiedźmy” nie są powieścią feministyczną. To książka o kobietach – o ich życiu i problemach, radościach i smutkach. Ukazuje płeć żeńską silną, żywą, prawdziwą, próbującą się odnaleźć w świecie, który kiedyś był zdominowany przez mężczyzn. To historia o przyjaźni, o tym jak potrzebna jest współpraca. O poszukiwaniu szczęścia i bliskości.
Sama akcja i zamysł bohaterek może wydawać się nieco dziwnym. Cztery jakby nie było – dojrzałe kobiety – postanawiają coś zrobić z mężczyznami, którzy pogardzają i niszczą płeć żeńską, by zemścić się, zakładają peleryny. Niczym Zorro. Jednak walka ta nie jest dramatyczna. Jako że chcą mścić się tą samą drogą, co mężczyźni, wykorzystują – ośmieszenie. W tym tkwi uniwersalizm tej historii, bo przecież równie dobrze akcja mogłaby się dziać w Warszawie, w Nowym Jorku czy w Pradze. Wszędzie bowiem tkwi jeszcze męski szowinizm, duma i pogarda dla kobiet. Ukryty w ciemności, przez niektórych już nieistniejący, w innych drzemiący. Zatem może i Polkom przydałyby się takie cztery Wiedźmy?
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?