
Powstanie Warszawskie oczyma szesnastoletniego żołnierza. Podtytuł tej książki mówi o niej wszystko. Autor bowiem, mimo spisania swojej relacji wiele lat po upadku Powstania nie wyzbył się dziecięcego ręcz spojrzenia na tę największą tragedię polskiego miasta w całym XX wieku.
REKLAMA
Andrzej Borowiec był jednym z tysięcy dzieci, których dorastanie przypadło na okres II wojny światowej. Każdy, kto choć nieco interesuje się historią, wie, że nie był to szczególnie dobry czas dla małych dzieci. Okropieństwa wojny demoralizują każdego, zdemoralizować mogły i naszego Autora. Sowiecka i niemiecka rzeczywistość okupacyjna, lęk o dzień jutrzejszy, pierwsze kroki w konspiracji, wreszcie strata najbliższej osoby i przenosiny do Warszawy. Warszawa oznaczała nowy rozdział w życiu młodego człowieka, a rozdział ten nosił nazwę Szare Szeregi. Potem było Powstanie, niewola i poszukiwanie własnego miejsca w powojennej rzeczywistości. Życiorys typowy dla tysięcy młodych ludzi, urodzonych w 1928 roku. Doświadczenia mogły różnić się szczegółami, ale ogólny rys życia wychowanych w duchu patriotycznym, a dowodzonych przez wojskowych i politycznych dyletantów, młodych ludzi, był taki sam.
Relacja Andrzeja Borowca zmusza do zastanowienia. Powstanie dla Autora to ciąg walk. Nie ma w nim miejsca na spojrzenie na codzienne życie ludności cywilnej, z którą musiał stykać się każdego dnia. Oczywiście obrazy martyrologii cywilów są wspomniane, jednak tylko w postaci cytowanych relacji i opisywanych przebiegów egzekucji. Czytelnik może odnosić wrażenie, że oto cywile zapadali w rodzaj snu zimowego, kiedy stykali się z samymi powstańcami, odzyskując świadomość na krótko przed wkroczeniem oddziałów Dirlewangera. Czy możemy jednak winić z tego powodu Autora? Samo Muzeum Powstania Warszawskiego zadbało o makietę samolotu Liberator, nie ukazując jednocześnie żadnej relacji osoby cywilnej. Jak dotąd jedyną niewojskową relacją z tamtych dni jest Pamiętnik z Powstania Warszawskiego pióra Mirona Białoszewskiego. Musimy przyjąć za pewnik, że cywile dla wykreowanego obrazu Powstania są niepotrzebni. Należy zadać sobie pytanie, z jakiego to powodu? Czyż nie będzie odpowiedzią na nie dziecięce spojrzenia Autora na Powstanie i jego reakcje na krytykę wybuchu? Zniszczone miasto, nieodpowiedzialna, zbyt wczesna decyzja o wybuchu, wspomnienie o cierpieniach tysięcy ludzi, którzy stracili dach nad głową na wiele miesięcy i tych, którzy zostali zamordowani…. Wspomnienie o tym, połączone z jakąkolwiek krytyką Bora-Komorowskiego to dla Autora efekt komunistycznej propagandy. Dziecięce, romantyczne spojrzenie na Powstanie.
Bo tak się już utarło w Polsce, że potrafimy sławić klęski i poległych żołnierzy, zapominając o tym, że koszt tych klęsk obciążał zawsze zwykłych ludzi.
