
Rozliczenia polsko-polskie, wpisują się coraz mocniej w naszą codzienność. Wzajemne wypominanie realnych, bądź wyimaginowanych win czyni to nasze polskie piekiełko jeszcze bardziej nieznośnym, zatruwając nasze życie i życie następnych pokoleń. O nich właśnie pisze Marek Harny w książce, która za kilka dni trafi do naszych księgarń.
REKLAMA
Najtrudniejsze jest rozliczenie własnego życia. To pierwsze zdanie, które przyszło mi do głowy, kiedy zakończyłem lekturę tej książki. Bo właściwie akcja książki stanowi zapis obrachunku z własnym życiem jej bohatera. A życie to przebiegało pod znakiem walki ze stereotypami, które tak zatruwają nasze życie i wykoślawiają nasz obraz świata.
Jeśli Twój dom rodzinny żyje przeszłością, trudno jest byś trzeźwo oceniał teraźniejszość. Zwłaszcza, jeśli przeszłość ta opowiadana jest jedynie z punktu widzenie jednej, zainteresowanej utrwaleniem pozytywnego dla siebie przekazu, strony. Żyjesz wtedy partyzanckimi opowieściami przyjaciół Twego ojca, aluzjami na temat powojennych jego losów, stając się tak naprawdę członkiem dawno nie istniejącej formacji. Naturalnym jest, że przejmujesz wtedy poglądy swego otoczenia i jego wizję świata, mimo, że starasz się stać w opozycji wobec niego. Nasiąkając stajesz się młodym-starym, synem-kombatantem, oceniającym teraźniejszość i przyszłość normami przeszłości, idealizującym ludzi, których jedynym życiowym osiągnięciem jest to, że idealizują ich Tobie podobni.
Jak się więc wyrwać z tej matni? Dla Michała Cichego ratunkiem była miłość. Obiektem jego westchnień stała się kobieta, która mogła być zmorą przeszłości, tym przysłowiowym trupem w szafie ludzi, którzy stanowili dotąd jego otoczenie. To właśnie dzięki tej miłości pozbywał się stereotypów, którymi nakarmiono go w dzieciństwie. Ta miłość ukształtowała jego poglądy na drugiego człowieka, oczyściła go z naszych tradycyjnych, narodowych niechęci wobec innych nacji i grup etnicznych czyniąc zen niepokornego nonkonformistę. Pierwszym przejawem jego buntu była rozliczeniowa, niepokorna książka, którą wielu nazwało książką podłą, fałszującą rzeczywistość.
Nasz bohater próbuje więc rozliczyć się z własnym zżyciem. Impulsem staje się śmierć jego dawnej kochanki. Podążając tropem jej życia na nowo przeżywa swoje dzieciństwo, młodość i życie dojrzałe. Smutna to wędrówka, a humoru nie poprawia kończąca książkę obawa, iż nie zdoła uchronić własnego dziecka przed jadem, które zatruwało jego życie.
Marek Harny napisał książkę niezwykłą. Pełna cieni, niedomówień i niewyjaśnionych tajemnic przypomina starą prawdę… Niczego nie możemy być pewni, ani niczego nie możemy uznać za wyjaśnione, jeśli nie wysłuchamy wszystkich stron i nie zważymy tego na szalach własnego sumienia. Autor przestrzega nas przed nienawiścią, która zatruwa nie tylko nas, ale i nasze dzieci. A trucizny tej nie sposób usunąć.
