
Jeśli sięgniemy po tę książkę musimy pamiętać, by nie czytać jej przed posiłkiem. Lektura bowiem odbierze nam apetyt. Nie radziłbym też czytać jej przed snem, po jej lekturze będziemy mieć bowiem senne koszmary. Przeczytać ją jednak należy, po jej lekturze bowiem będziemy zupełnie inaczej postrzegać zarówno historię II wojny światowej jako taką, jak i człowieka w obliczu tragedii.
REKLAMA
O blokadzie Leningradu pisano wiele. Tragedią ludzi żyjących w czasie blokady zajmowali się rzecz jasna głównie historycy radzieccy, którzy w dość jednostronny sposób opisywali życie w skazanym na śmierć głodową mieście. Kreowano w tych opracowaniach heroicznych ludzi, których nawet długotrwały, wyniszczający głód nie pozbawił hartu ducha, szlachetności, idei i czy solidarności. Obraz ten był oczywiście wyidealizowany, a co za tym idzie nieprawdziwy. Nikt nie pokusił się, by podać prawdziwe relacje umierających ludzi.
Zrozumiałym jest, iż całej trwającej ponad dwa lata blokady nie sposób opisać. Anna Reid, autorka książki Leningrad, skupiła się więc na pierwszym, najtrudniejszym okresie od września 1941 roku aż do maja 1942r. Okres ten Autorka analizuje pod kątem nietypowego zjawiska społecznego- oto złożona społeczność postawiona jest w sytuacji dla niej nienormalnej. Do tej sytuacji mieszkańcy Leningradu nie potrafili się dobrze przygotować. Oczywiście instynktownie wiedzieli, że może być źle, że będzie brakować żywności, ale nie byli przygotowani na taki koszmar. W sytuacjach ekstremalnych człowiek pokazuje swoją prawdziwą twarz. To słowa jednego z najbardziej znanych zbrodniarzy wojennych Rudolfa Hoessa. Można słowa te uznać za prawdziwe, jednakże Anne Reid dowodzi czegoś innego- trudne warunki odsłaniają nie prawdziwą naturę człowieka uwypuklają jednie jego złe skłonności. Czy jednak do końca były one złe? Szaleństwo głodowe mogło skłonić do każdego czynu, nawet tego najbardziej odrażającego. Nam, którzy korzystają z przywileju późnego urodzenia, trudno jest sobie wyobrazić długotrwały, wyniszczający wręcz głód . Nawet gdybyśmy spróbowali żyć przez tydzień jedząc jedynie kromkę chleba dziennie i tak nie zbliżymy się do warunków czy odczuć leningradczyków z lat blokady. Możemy jedynie czytać relacje ludzi, których wrogami byli zarówno ci, co blokowali miasto, jak i ci, którzy nim rządzili. Zaczynamy rozumieć słowa, które Sołżenicyn w książce „Oddział chorych na raka” włożył w usta krytykującemu władze Leningradu żołnierzowi. I zaczynamy podziwiać ludzi, którzy przetrwali zachowując człowieczeństwo.
Sama tragedia leningradczyków nie kończy się na II wojnie światowej. Ci, co przeżyli znaleźli się na celowniku Stalina. W późniejszych czasach nie mogli wydusić z siebie prawdy. I jak na ironię losu nawet teraz ich prawda nie może ujrzeć światła dziennego. Oto bowiem ich dzieci propagują komunistyczny mit nieugiętych, twardych jak stal, szlachetnych i odpornych na pokusy ludzi, którzy cierpieli, kiedy wróg zaatakował ich Ojczyznę. Przynajmniej więc my pochylmy się nad losem tych bezimiennych, których zima 1941 roku doprowadziła do głodowego szaleństwa. I nie starajmy się ich zrozumieć. Pamiętajmy tylko o ich tragedii.
Zrozumiałym jest, iż całej trwającej ponad dwa lata blokady nie sposób opisać. Anna Reid, autorka książki Leningrad, skupiła się więc na pierwszym, najtrudniejszym okresie od września 1941 roku aż do maja 1942r. Okres ten Autorka analizuje pod kątem nietypowego zjawiska społecznego- oto złożona społeczność postawiona jest w sytuacji dla niej nienormalnej. Do tej sytuacji mieszkańcy Leningradu nie potrafili się dobrze przygotować. Oczywiście instynktownie wiedzieli, że może być źle, że będzie brakować żywności, ale nie byli przygotowani na taki koszmar. W sytuacjach ekstremalnych człowiek pokazuje swoją prawdziwą twarz. To słowa jednego z najbardziej znanych zbrodniarzy wojennych Rudolfa Hoessa. Można słowa te uznać za prawdziwe, jednakże Anne Reid dowodzi czegoś innego- trudne warunki odsłaniają nie prawdziwą naturę człowieka uwypuklają jednie jego złe skłonności. Czy jednak do końca były one złe? Szaleństwo głodowe mogło skłonić do każdego czynu, nawet tego najbardziej odrażającego. Nam, którzy korzystają z przywileju późnego urodzenia, trudno jest sobie wyobrazić długotrwały, wyniszczający wręcz głód . Nawet gdybyśmy spróbowali żyć przez tydzień jedząc jedynie kromkę chleba dziennie i tak nie zbliżymy się do warunków czy odczuć leningradczyków z lat blokady. Możemy jedynie czytać relacje ludzi, których wrogami byli zarówno ci, co blokowali miasto, jak i ci, którzy nim rządzili. Zaczynamy rozumieć słowa, które Sołżenicyn w książce „Oddział chorych na raka” włożył w usta krytykującemu władze Leningradu żołnierzowi. I zaczynamy podziwiać ludzi, którzy przetrwali zachowując człowieczeństwo.
Sama tragedia leningradczyków nie kończy się na II wojnie światowej. Ci, co przeżyli znaleźli się na celowniku Stalina. W późniejszych czasach nie mogli wydusić z siebie prawdy. I jak na ironię losu nawet teraz ich prawda nie może ujrzeć światła dziennego. Oto bowiem ich dzieci propagują komunistyczny mit nieugiętych, twardych jak stal, szlachetnych i odpornych na pokusy ludzi, którzy cierpieli, kiedy wróg zaatakował ich Ojczyznę. Przynajmniej więc my pochylmy się nad losem tych bezimiennych, których zima 1941 roku doprowadziła do głodowego szaleństwa. I nie starajmy się ich zrozumieć. Pamiętajmy tylko o ich tragedii.
