
Od kilku lat nieprzerwanie polski rynek wydawniczy jest zasypywany kryminałami skandynawskimi. Idąc za falą popularności „Millenium” Larssona czy powieści Läckberg, wydawnictwa nadrabiają zaległości w stosunku do świata, oferując czytelnikom kolejne kryminały, często oparzając to napisem „Nowy Larsson” czy najlepsza powieść kryminalna roku. Tym razem mamy okazję przeczytać powieść Jørna Liera Horsta nazwanego nowym Jo Nesbo....
REKLAMA
Śmierć zawsze jest dla kogoś wstrząsem. Był człowiek i już go nie ma. Oczywistą myślą jest, że najbardziej odczuje jego stratę rodzina i przyjaciele. Co jednak, gdy zmarły był samotny jak palec i nikogo wokół nie miał? Czy ktoś będzie kogoś takiego opłakiwał?
Nie. Przyjdą za to wyrzuty sumienia. Dlaczego sąsiedzi nie zauważyli, że ten nie wychodzi od kilkunastu tygodni z domu, nawet po zakupy? Można by dyskutować, czy oni, ci którzy nie rozmawiali z nim od kilku lat, nie powinni tego zauważyć, przeczuć, zapytać o zdrowie. Czy powinni czuć się winni, że zmarły spędził swoje ostatnie chwile przed telewizorem i że Discovery Channel leciało nieprzerwanie przez kilka miesięcy?
W „Jaskiniowcu” toczą się równolegle dwa śledztwa. Jedno policyjne, drugie dziennikarskie. Pierwszym kieruje William Wisting wraz ze swoją ekipą. Zajmują się znalezionymi na plantacji drzewek choinkowych zwłokami w stanie rozkładu. Nieboszczyk leżał pod jednym z drzewek dobre kilka miesięcy, zanim znalazło go dziecko. Ubrany jak na plażę przykryty śniegiem, gdyby nie zbliżające się święta mógł kolejne miesiące pozostać ukryty.
Drugie śledztwo prowadzone jest przez córkę Williama Wistinga, Line, która postanawia napisać artykuł o samotności tak wielkiej, Viggo że nikt nie zauważył śmierci człowieka. Jest w niego zaangażowana również emocjonalnie, bo pisze o Hansenie, mężczyźnie, który mieszkał zaledwie trzy domy dalej. Pozorny zgon z przyczyn naturalnych, samotny człowiek, o którym nikt nie pamięta i nikt go nie zna oraz śladowe informacje o jego przeszłości, wciągają coraz bardziej Line.
Oczywistym jest, że dwa śledztwa, które z pozoru nic nie łączy, w którymś momencie muszą się spleść. Nie potrzeba do tego być Sherlockiem Holmesem. Jednak, o dziwo to nie przeszkadza, a jedynie sprawia, że czytelnik z narastającą ciekawością i niecierpliwością wyczekuje miejsca, gdy śledztwa zaczną się zazębiać. A nawet pokrzykuje na ojca i córkę, by zaczęli rozmawiać o swych tropach.
Muszę przyznać – jak już zauważyłam, nie jestem w tym odosobniona – wątek Line dużo bardziej przypadł mi do gustu. Choć jest dziennikarką, prowadzi śledztwo dużo sprawniej niż ojciec, doświadczony policjant, który dodatkowo ma do pomocy agentów FBI. Jego dochodzenie wręcz się wlecze i przy córce wypada blado.
Autor porusza niezwykle ważne kwestie. Wskazuje na coraz bardziej powszechny problem społeczny, gdzie ludzie żyją koło siebie, nie zauważając tych, którzy są naokoło. Idąc prosto przed siebie, mając na pierwszym miejscu karierę i pieniądze, nie trudno zapomnieć o drugim człowieku. Niby wydaje się niemożliwe, by nie zauważyć śmierci sąsiada i odkryć ją przypadkowo po kilku miesiącach, ale jednak takie przypadki istnieją. Może warto zatrzymać się na chwilę i zwolnić?
Marta Kraszewska
