
W dalekim Efezie żyje sobie pewna kobieta. Jest nieszczęśliwa, najpierw straciła męża, potem syna. Teraz prowadzi skromne życie, żyje przeszłością zastanawiając się nad tym, czy śmierć jej syna była komukolwiek potrzebna.
REKLAMA
Dwoistość natury Chrystusa rozpala od lat wyobraźnie wielu pisarzy. Pytanie, które ich dręczy dotyczy tego, co w Nim dominowało- boskość, czy człowieczeństwo, w którym momencie człowiek stał się bogiem i czy bóg nie miał ochoty znowu stać się człowiekiem. Tak na te pytania starał się odpowiedzieć choćby wyklinany przez lata Nikos Kazantzakis. Teraz tym tematem zajął się Colm Toibin.
Czy Chrystus w oczach swej matki był bogiem? Toibin nie zaprzecza temu pytaniu, a jednocześnie nie odpowiada na nie twierdząco. Matka mogła przyjąć do wiadomości wybór Syna, czy jego naturę, widziała jednocześnie dokąd droga ta prowadzi. A prowadzić mogła tylko do śmierci, przysparzając jej wcześniej dużo cierpień, a te zaczęły się wcześnie….
Książka Toibina wpisuje się w analizę osobowości Chrystusa dokonana przed laty przez kilku amerykańskich naukowców. Ludzka natura Chrystusa nie przedstawiała się według nich zbyt korzystnie. Młodzieniec niedoceniony, o zbytnio wybujałym ego mógł przysporzyć jedynie szacunek lub lęk. Na miłość mógł on liczyć tylko u jednej osoby- swej matki, matki, którą opuścił i często ignorował.
Książka Toibina wpisuje się w analizę osobowości Chrystusa dokonana przed laty przez kilku amerykańskich naukowców. Ludzka natura Chrystusa nie przedstawiała się według nich zbyt korzystnie. Młodzieniec niedoceniony, o zbytnio wybujałym ego mógł przysporzyć jedynie szacunek lub lęk. Na miłość mógł on liczyć tylko u jednej osoby- swej matki, matki, którą opuścił i często ignorował.
Postawmy sobie teraz pytanie o to czym właściwie jest miłość. Za co kochamy ludzi, czy za to jakimi jesteśmy czy też jacy jesteśmy postrzegani przez innych? Czy kreowane przez nas wyobrażenia o drugiej osobie są słuszne? A może mylimy pojęcia i właściwie miłość nie istnieje, a są tylko nasze zranione uczucia? A może niczego takiego nie ma, a nasze życie pełne jest kreacji i wyobrażeń? Pytania, na które trudno jest znaleźć odpowiedź bez jednego drinka.
Wróćmy jednak do samej książki. Matka Chrystusa, tak pieczołowicie kreowana przez chrześcijaństwo jako cicha, posłuszna kobieta, która swój los przyjmuje z pokorą i radością, przedstawiona jest przez Toibina zupełnie inaczej. To kobieta, która buntująca się przeciw temu, co ją spotkało i o spotkało jej syna. Ta śmierć nie była według niej konieczna, ani warta kreowanemu mitowi jego boskości.
Wróćmy jednak do samej książki. Matka Chrystusa, tak pieczołowicie kreowana przez chrześcijaństwo jako cicha, posłuszna kobieta, która swój los przyjmuje z pokorą i radością, przedstawiona jest przez Toibina zupełnie inaczej. To kobieta, która buntująca się przeciw temu, co ją spotkało i o spotkało jej syna. Ta śmierć nie była według niej konieczna, ani warta kreowanemu mitowi jego boskości.
I znowu wracamy do dwoistości natury Chrystusa. Według Tobina ludzka natura zdominowała go w momencie krzyżowania, które wreszcie zostało opisane, jako walka człowieka przeciw okrutnej śmierci i cierpieniu.
I może dlatego ta książka tak mną wstrząsnęła
