
Pulp. Angielski tytuł książki Charlesa Bukowskiego musi kojarzyć się z jednym z filmów Tarantino. Podobny, absurdalny humor czarnego kryminału, podobne nieoczekiwane zakończenie.
REKLAMA
Nick Belane to typowy nieudacznik. Alkohol, skłonność do hazardu i długi to cały życiowy dorobek tego ponad pięćdziesięcioletniego prywatnego detektywa. Zła pas odmieniła się jednego dnia, kiedy Nick otrzymał cztery nietypowe zlecenia. Czy jednak można mówić o powodzeniu mając za klienta Panią Śmierć, na zlecenie innego szuka się Czerwonego Wróbla a dodatkowo Twoim przeciwnikiem jest szóstka kosmitów? W dodatku trzeba uważać na depczących po piętach Wierzycieli, którzy koniecznie chcą odzyskać swój dług i nie mają żadnych skrupułów. Kiedy wydaje się, że Nick osiągnął sukces, sprawy zaczynają się komplikować na tyle, że nasz bohater jest zniesmaczony zakończeniem całej historii.
Pisząc Szmirę Bukowski stworzył niepowtarzalny, nawet dla siebie, styl pisania. W akcji tej trudno znaleźć jakikolwiek porządek. Nad tym chaosem panuje jedynie narrator, czyli sam Nick Belane. Do roli narratora Nick jest dokładnie tak samo przygotowany jak do roli detektywa. Chaotyczna relacja kojarzy się z luźnymi, pisanymi na gorąco notatkami, które powinny zostać uporządkowane przed publikacją. Czytelnik ma wrażenie, że czyta opis delirycznych wizji i majaczeń. Całość daje jedyny i niepowtarzalny efekt. Nawet jeśli zechcemy odłożyć książkę na bok, to jej Autor nam na to nie pozwoli.
A nam pozostaje zastanowić się, w czasie delektowania prozą Bukowskiego, na ile miała ona wpływ na filmową twórczość Quentina Tarantino.
