Artur Orzech
Wiza do Iranu
Artur Orzech Wiza do Iranu wydawnictwo Wielka Litera

Iran pełni w naszym świecie rolę wroga publicznego numer jeden. Nic dziwnego, na taki wizerunek od lat pracują rządzący tym krajem. Przywódcy Iranu od lat starają się przekonywać swoich obywateli, że społeczność międzynarodowa dybie na niepodległość kraju i wiarę ich mieszkańców. Z kolei zachodnie media bombardują nas newsami, w których Iran to zagrożenie dla współczesnego świata. Na tle tej czarnej wizji Iranu, obraz jaki nam serwuje Artur Orzech wydaje się bajkowy i nierzeczywisty…

REKLAMA
O Iranie można pisać różnie. Najczęściej pisze się o fundamentalizmie religijnym, zagrożeniu atomowym, wpływie religii na państwo. I oczywiście ten obraz nie jest obrazem fałszywym. Ale czy półprawda jest prawdą? Gdzie miejsce na mówienie o problemach zwykłych ludzi i ich życiu? Gdzie spojrzenie na Iran jako kraj, w którym żyją tacy sami ludzie jak my, ludzie, którzy czują podobnie jak my, potrzebę życia w świeckim państwie? Gdzie wreszcie uczciwe przedstawienie Iranu jako bezpieczną atrakcję turystyczną? Wczasy w Iranie? To nie mieści się w głowie przeciętnemu Europejczykowi przekonanemu przez polityków o tym, że w Iranie każdy mężczyzna jest żądnym krwi terrorystą lub radykałem religijnym, a na każdym kroku policja obyczajowa chce rozprawić się z niewiernymi psującymi dobre obyczaje muzułmanów. Dla nas wszystkich Iran to en masse oś zła, ucieleśnienie zagrożenia zarówno pokoju, jak i naszej europejskiej tożsamości.
I nagle w ten uporządkowany świat wkracza jeden wariat, który Iran poznał, poznał język i kulturę. Wariat ten ni dość, że ma własne o Iranie zdanie, to waży się jeszcze głośno zdanie to wyrażać. Na domiar złego, bezczelny ten typ dopuścił się przestępstwa najgorszego. Oto bowiem jego zdanie stoi w sprzeczności z tym, co przez ostatni lata wpajają nam mass media. Artur Orzech, bo o nim mowa, jest nie tylko dziennikarzem muzycznym, ale też iranistą. Poznał Iran i pokochał go wierną młodzieńczą miłością. Ale nie pokochał on Iranu ajatollahów, ale Iran zwykłych ludzi. Iran ulicy, ale nie tej protestującej, ale tej prawdziwej, ulicy zwykłych, prostych i niesterowanych ludzi. Ludzi, którzy obalili Rezę Pahlawi nie z powodu zalet ajatollaha Chomeiniego, ale z powodu nieprawości czynionych przez tego pierwszego. Zwykłych, normalnych ludzi.
A ja czytając tę książkę doszedłem do niezbyt odkrywczego wniosku, że ci, którzy każą mi postrzegać Iran jako zło wcielone niczym nie różnią się od Ajatollahów przekonujących Irańczyków, że Zachód to dzieło diabła.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?