Tadeusz Kisielewski
Janczarzy Berlinga. 1. Armia Wojska Polskiego 1943-1945
Tadeusz Kisielewski Janczarzy Berlinga. 1. Armia Wojska Polskiego 1943-1945 Wydawnictwo Rebis

Są książki, których już tytuł jest sporym nadużyciem, wynikającym z emocjonalnego podejścia Autora do opisywanego zagadnienia. O ile podejście takie można wybaczyć przy beletrystyce, o tyle jednak, w przypadku książek historycznych jest ono niedopuszczalne. Niestety tak to już jest, że polscy autorzy nie potrafią odejść od emocji w opisywaniu wydarzeń historycznych, a to z kolei przekłada się negatywnie na rzetelność samej książki.

REKLAMA
I Armia Wojska Polskiego Nie doczekała się jak dotąd rzetelnej monografii. Lukę tę postanowił zapełnić Tadeusz Kisielewski oddając nam do lektury swą ostatnią książkę o dość emocjonalnym tytule „Janczarzy Berlinga”. Sam tytuł tej książki oddaje nastawienie Autora do opisywanego tematu. Janczarzy, czyli fanatycznie wyszkoleni i oddani swemu władcy wojownicy podbijali swego czasu państwa Europy szerząc wśród jego wrogów panikę i popłoch. Sułtan mógł liczyć na ich lojalność i wierność, nie mieli oni bowiem żadnych korzeni, wyrwani ze swoich środowisk w dzieciństwie wychowywani byli w duchu fanatycznej wręcz religijności i oddaniu swemu władcy. Czytelnik, który choć chwilkę uważał na lekcjach historii w szkole podstawowej poczuje czytając sam tytuł pewien zgrzyt. Jakimi to bowiem janczarami byli żołnierze I dywizji im. Tadeusza Kościuszki? Jakim sułtanem był Zygmunt Berling? Ten daleki od rzetelności tytuł ma już od razu negatywnie nastawić czytelnika do ludzi, którzy po gehennie łagrów rozpoczęli swój szlak bojowy od Lenino i skończyli w Berlinie. Ludzi, których jedyną winą było to, że nie zdążyli do Andersa.
Na pierwszy rzut oka książka ta przypomina opracowanie historyczne. Ma ona jednak charakter dość marnej publicystyki historycznej. Obok wiedzy podręcznikowej, autor opiera się na kilku opracowaniach a także na… anonimowych forach dyskusyjnych. Trudno więc wymagać, by tak przygotowany materiał mógł zapełnić więcej niż 400 stron tekstu. Dla porównania mogę podać, iż opracowanie dotyczące kilkumiesięcznych działań jednego z niemieckich batalionów napisany przez rzetelnego historyka liczył prawie 200 stron. Samo to porównanie świadczy o książce, z którą możemy się zapoznać. Narracja Autora przypomina snucie opowieści dziadunia, który na początku opowiada historię w sposób uporządkowany, w miarę jej rozwoju snuje różne dywagacje i coraz częściej odchodzi od tematu. Całość sprawia wrażenie chaosu, nad którym chyba nawet Autor pozornie nie potrafi zapanować.
Przyznam, że nie doczytałem opracowania Tadeusza Kisielewskiego do końca. Nie mogłem już znieść jej lektury czytając kartę, na której Autor misternie dowodzi związku działania oficerów politycznych I Armii Wojska Polskiego z mordem w Jedwabnem. W tym momencie zrozumiałem, że mam do czynienia z książką wręcz podłą w zamierzeniach Autora, który już nie raz prowadził karkołomne i pozbawione sensu pseudo historyczce dywagacje.
Na zakończenie dodam, że Tadeusz Kisielewski z każdą pisaną przez siebie książką radykalizuje swe oceny i poglądy. Daleko mu co prawda do postawy Henryka Piecucha, jednak jestem przekonany, że dąży do osiągnięcia jego poziomu. O tym jednak już się nie przekonam.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?