Ivana Dobrakova
Bellevue
Ivana Dobrakova Bellevue Wydawnictwo Książkowe kliamty

Miały to być urocze wakacje. Wolontariat w renomowanym hospicjum dla niepełnosprawnych łatwo można pogodzić ze zwiedzaniem i odpoczynkiem. Takie były plany Blanki, która nie zdawała sobie sprawy, że urocze wakacje staną się dla niej koszmarem.

REKLAMA
Student jak wiadomo nie należy do ludzi zbyt zamożnych, a pochodzący z Europy wschodniej szczególnie. Każdy z nas pamięta ile pomysłowości wymagało zorganizowanie niedrogich, a jednocześnie atrakcyjnych wakacji. Nie możemy się więc dziwić, że młoda Słowaczka, Blanka przyjęła perspektywę wolontariatu w ośrodku Bellevue, położonego koło Marsylii jak wielki dar od losu. Jej dzień miał się dzielić na dyżur przy niepełnosprawnych pensjonariuszach oraz na czas wolny, który Blanka mogła poświęcać na zwiedzanie i wypoczynek. Rzeczywistość przerosła jednak wszelkie przypuszczenia naszej bohaterki. Zetknięcie się z niepełnosprawnością i cierpieniem, w połączeniu z własną bezsilnością i nieudolnością, zmienia dziewczynę. Nie jest to jednak zmiana uszlachetniająca. Nie mamy tu przeistoczenia się beztroskiej studentki w nowoczesną wersję Matki Teresy. Zmiany, które zachodzą w Blance mają zupełnie inny, zaskakujący charakter.
W każdym z nas tkwi lęk przed starością i zniedołężnieniem. Lęk ten potęguje kult młodości tak często lansowany w reklamach. Kiedy młody człowiek styka się z nieporadnością i cierpieniem zaczyna się z nim utożsamiać. Niektórzy reagują współczuciem, inni z kolei panicznym lękiem. To ostatnie spotyka Blankę, która powoli popada w obłęd. Blanka już wcześniej przeżywała stany depresyjne. Teraz stan ten pogłębia wyimaginowane zagrożenie, które z kolei każe jej podejrzewać wszystkich o wrogie nastawienie. Ta stopniowa alienacja i syndrom oblężonej twierdzy przypomina nieco klimat Wstrętu Romana Polańskiego, z tą jednak różnicą, ze nie dochodzi do tragedii.
Ivana Dobrakova w sposób mistrzowski ukazała obawy młodych ludzi związanych ze starzeniem, zniedołężnieniem i chorobami. Autorka dowodzi, że nawet zdrowy człowiek nie jest w stanie poradzić sobie z codzienną obserwacją cierpienia. Czy jednak oznacza to, ze powinniśmy rezygnować ze szczytnej idei wolontariatu? A może lepiej powinniśmy przygotowywać wolontariuszy na to z czym spotkają się w swojej pracy? A może wreszcie powinniśmy oswoić starość i cierpienie tak, by nie odwracać głów, kiedy zobaczymy kogoś, kto odstaje od wzorca młodego i zdrowego człowieka? Pomyśl o tym wspaniały młody człowieku.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?