Ewa Winnicka
Angole
Ewa Winnicka Angole Wydawnictwo Czarne

Krąży po sieci dowcip o tym, że ośmiu z dziesięciu dorosłych Polaków cierpi na depresję, pozostali zaś mieszkają w Anglii. Po otwarciu rynku pracy w UE właśnie Anglia stała się miejscem, gdzie najchętniej wyjeżdżali nasi rodacy. Czy naprawdę wyspy brytyjskie stały się dla naszych rodaków rajem na ziemi? Na to pytanie stara się znaleźć odpowiedź Ewa Winnicka.

REKLAMA
Angole. To pogardliwe określenie Anglików wybrała Autorka na tytuł swej książki, zbioru relacji Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii. Tytuł ten wydaje się nieprzypadkowy. Nastawienie Anglików do „innych” uderza z każdej zebranej relacji. Wydawać by się mogło, że Wielka Brytania byłaby miejscem idealne do życia, gdyby nie obecność samych Anglików. Zamknięci w sobie, stworzyli hermetyczne społeczeństwo niechętne zmianom i dopuszczaniu innych. Przekonanie Darwina o tym, że najwyższym szczeblem ewolucji jest angielski dżentelmen zdaje się być przeniesione na cały naród. A przecież Wielka Brytania przestała być monolitem etnicznym i kulturowym. Jak większość państw europejskich musi znaleźć sobie drogę do ułożenia wewnętrznych stosunków z ludźmi, przybyli tam w poszukiwaniu lepszego życia.
Ewa Winnicka uświadomiła mi jedną prawdę. Na wyspy brytyjskie ruszyła cała Polska. Wysoko wykwalifikowani specjaliści z tak zwanego top managamentu, dla których praca w londyńskim City jest kolejną pozycją w curriculum vitae, zredukowani pracownicy, albo ci zestresowani, pracujący po kilkanaście godzin na dobę, zadłużeni, wreszcie tak zwani życiowi nieudacznicy, którym w osiągnięciu sukcesu nie pomogą żadne, nawet najlepsze warunki. Dlatego życie naszej poloni tak naprawdę się nie zmieniło. Jedni przenieśli się z dobrze wyposażonych mieszkań warszawskich do równie luksusowych londyńskich, drudzy gnieżdżą się we wspólnie wynajmowanych mieszkaniach. Jedni robią karierę, myślą o ułożeniu sobie przyszłości w nowym miejscu, drudzy zaś pędzą życie godne bohaterów Emigrantów Mrożka. Do Anglii pojechała cała Polska…..
W czym więc tkwi tajemnica angielskiego raju? W tym, że są tam lepsze warunki? Że zarabia się lepiej? Być może tak. Mam jednak swoją teorię, zdanie z jednej z książek Myśliwskiego : „Bo wszędzie gdzie nas nie ma Ameryka, dziadku”.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?