
Instytucja żony pisarza chyba nie została w pełni doceniona. To właśnie żona pisarza dba o spokój jego pracy, jest pierwszym krytykiem jego twórczości, podaje poranną kawę lub piwo na kaca, inspiruje jego pisarstwo. Jednocześnie jest to najmniej doceniana kobieta w jego otoczeniu. Trudno jest bowiem pogodzić prozę życia z trudną rolą muzy.
REKLAMA
Cztery kobiety, cztery towarzyszki życia pisarzy. Nadieżda Mandelsztam, Zofia Tołstoj, Anna Iwaszkiewicz i wreszcie Marusia Kasprowiczowa. Te cztery kobiety dzieliło wszystko. Wiek, wykształcenie, status społeczny, osobowość i charakter. Połączyła zaś rola, jaką wyznaczył im los. Rola żony pisarza, rola, którą my, czytelnicy powoli zaczynamy doceniać.
Trudny, przeklęty XX wiek i jego doświadczenia uświadamiają nam jak kruchą jest pamięć ludzka. Bez zaangażowania i poświęcenie Nadieżdy, wierze Osipa Mandelsztama zniknęły by w niebycie, na jaki skazana została twórczość wszystkich literackich „wrogów ludu”. Nadieżda sama będąc nietuzinkową osobą poświęciła resztę życia, by stać się strażniczką twórczości męża. Znak czasu, czy dowód prawdziwej miłości? Radosław Romaniuk nie odpowiada jednoznacznie na to pytanie, opowiadając o tej wspanialej kobiecie.
Cztery kobiety, cztery losy. Nie sposób poświęcić im wszystkim należne im, choćby krótkie miejsce w recenzji. Kusi jednak by choć kilka słów napisać jeszcze o jednej z nich. Rosjanka z urodzenia, z nakazu serca i woli losu strażniczka poezji Jana Kasprowicza. Kilkanaście lat młodsza od swego męża, bardziej miła, niż ładna, irytująca swą drobiazgowością i szczególną skłonnością do flirtowania. Romans z bułgarskim poetą Bojanem Panewem o mały włos nie rozbił ich związku. Po śmierci męża nigdy nie pozwoliła na to, by jakikolwiek z przypisywanych jej lub rzeczywistych kochanków tak opanował jej serce. Stała się muzą wielkiego i nadal niedocenianego Michała Choromańskiego. To w Harendzie, pod jej skrzydłami powstawała debiutancka powieść „Biali bracia”, to u niej pisarz kreślił „Zazdrość i medycynę”. Rozpad ich związku przebiegł w nieco dziwnych okolicznościach, niejako za obopólną zgodą. Ich romans został opisany, w wydanej już po wojnie, znakomitej książce „Schodami w górę, schodami w dół”. Wprawdzie Choromański zadbał o zmianę nazwisk, ale każdy w Draginie Łuckiej rozpoznał postać Marusi. Przerażeni możliwą reakcją zainteresowanej zadbali o to, by Marusia nigdy nie sięgnęła po tę książkę, pomni, że już raz Choromański starał się obrazić swą dawną kochankę przedstawiając jej kandydata na swojego następcę. A był nim nie kto inny jak Henryk Worcell, autor „Zaklętych rewirów”.
Jaka była naprawdę Marusia Kasprowiczowa? Na to pytanie Romaniuk nawet nie stara się odpowiedzieć pamiętając, że już starożytny filozof ocenił wszystkie kobiety prostym zdaniem, zawierającym wszelkie męskie lęki i niepewności.
Zmienna jak zawsze i niestała. Kobieta.
Zmienna jak zawsze i niestała. Kobieta.
