Arno Strobel
Schemat
Arno Strobel Schemat Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Książka, która staje się przewodnikiem dla mordercy. Czymś, co staje się inspiracją dla psychopatycznego zabójcy.

REKLAMA
Nina nie zamawiała niczego. Jakie jest więc jej zdziwienie, gdy nie tylko dostaje przesyłkę, a i w środku znajduje się nieco upiorny prezent. Okazuje się nim książka, oprawiona w ludzką skórę. W książce tej najważniejszym jest pisarz, który porywa kolejne kobiety, a następnie wycina z nich skórę, by na nich zapisywać kolejne rozdziały swojej niedocenionej książki. Ktoś zaś wzorując się na upiornym mordercy, odwzorowuje sceny ze „Schematu” – tak brzmi bowiem jej tytuł.
Smaczku dodaje fakt, że już raz ktoś wzorował się na powieści Christopha Jahna, autora „Schematu”. Sprawcy nie udało się wówczas złapać. Czy obie sprawy się ze sobą łączą? Czyżby chory wielbiciel postanowił na swój własny, nieco dziwaczny sposób pomóc twórcy? Czy też autor postanowił sam postarać się o rozgłos?
Dotychczas w Polsce wydano trzy powieści Strobela. Choć niedoceniany i nie za bardzo na naszym rodzimym rynku znany, to pisze trzymające w napięciu thrillery psychologiczne i z każdą kolejną jego powieścią, z coraz większą niecierpliwością czekam na kolejne. Zwłaszcza po „Istocie”, która dotychczas jest jego najlepszą książką, choć niewiele ustępuje mu najnowszy „Schemat”.
Akcja biegnie dwutorowo. Z jednej strony mamy śledztwo prowadzone przez dwóch policjantów, którzy delikatnie mówiąc, nie przepadają za sobą, a z drugiej kolejne fragmenty powieści pisane przez seryjnego mordercę. Obie części nieustannie się splatają i mijają w zależności od tego, jak blisko śledczy są odkrycia zagadki.
Trzeba przyznać, że Strobel się nagimnastykował. Choć okładka i tytuł sugerują, że czytelnik ma do czynienia z powieścią Christopha Jahna, to przecież przez mijanie się ze schematem mordercy, doskonale wiadomo, że tak nie jest, bo nie jest zgodna z książką-wzorcem. Jakkolwiek zagmatwane i nielogiczne poprzednie zdanie się wydaje, to ma ono większy sens po zapoznaniu się z powieścią.
Książka godna jest zainteresowania też z bardziej prozaicznego powodu. Otóż, nie za bardzo się słyszy o niemieckich thrillerach. Amerykańskie – proszę bardzo. Angielskie – sporo jest do wyboru. Można się nawet uprzeć przy tym, że część kryminałów skandynawskich swą budową bardziej przypomina thriller niż faktycznie to, co sobą teoretycznie reprezentuje. Tymczasem zaś o prozie sąsiadów nie wiadomo za dużo. I to nie tylko kwestia literatury niemieckiej, ale też czeskiej, białoruskiej czy litewskiej. Po prostu o ile zna się powieści wydawane w Ameryce – a raczej ten urywek, który do Polski trafia po kilku latach, o tyle o sąsiadach nie wie się nic. I choć zaczyna się zalepiać tę dziurę, to nadal jest spora pustka. I może po prostu miast kolejnego Kinga czy Browna, warto postawić na nieznane i nie brzmiące po amerykańsku nazwisko?
Książka w książce. Wydaje się, że nie ma tematu, z którego Arno Strobel nie mógłby stworzyć kolejnego thrillera psychologicznego. Z każdą powieścią jego mordercy są coraz mroczniejsi i coraz brutalniejsi, pozostaje więc pytać za policjantami – Co trzeba mieć w głowie, by coś tak potwornego wymyślić?
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?