Szczepan Twardoch
Drach
Szczepan Twardoch Drach Wydawnictwo Literackie

Jest wiele książek, które aspirują do rangi sag, nie będąc sagami. W rzeczywistości przedstawiają one powtarzalność ludzkich losów ludzi, którzy są ze sobą spokrewnieni. Autorzy tych książek chcą nam przekazać sobie tylko znane przesłanie i przez to nas ukształtować. Szczepan Twardoch pisząc Dracha nie udawał, że tworzy sagę, nie chciał też zafundować czytelnikowi moralizatorstwa. Jego Drach jest swoista sztuką dla sztuki. Książką pisaną po to, by czytelnik przy niej zapomniał o otaczającym go świecie. Z tego już choćby powodu, książka ta jest niezwykła.

REKLAMA
Cała historia zaczyna się od pewnego śląskiego świniobicia. Ten dzień świniobicia w 1906 roku na zawsze zmienił losy nie tylko kilkuletniego Josefa Magnora, ale i majstra, który miał zabić świnię, oraz jego pomocnika. Dzień ten również zmienił losy prawnuka Josefa, Nikodema. O tym jednak jeszcze nikt nie wiedział, bo fakty te, choć bez znaczenia, stały się ważne dopiero później, co więcej ważne tylko dla Czytelnika.
Postawmy sprawę jasno. Drach nie jest książką lekką łatwą i przyjemną. Jest to książka wymagająca uwagi i wysiłku intelektualnego. Pozorna jej chaotyczność, wiele wplecionych pobocznych wątków, oraz postaci, bez których fabułą nic by nie straciła, a także zaskakujące przeskoki pomiędzy losami Josefa i jego prawnuka Nikodema, zmuszają czytelnika do maksymalnej uwagi. Wydawać by się mogło, że Autor pisząc tę książkę złośliwie się uśmiechał, na myśl o tym, ze niektórzy z nas porzucą lekturę, inni może w ogóle po nią nie sięgną, ale ci, którzy przeczytają Dracha, będą w momencie lektury własnością Autora. Ten nieco złośliwy zabieg spowodował, że od książki tej nie można się oderwać.
Tłem książki jest przeklęty XX wiek i ten malowniczy Śląsk, Śląsk, na którym pojęcie tożsamości narodowej było płynne, a tożsamość ta budziła się często przypadkiem, podobnie jak przypadkiem spotykamy fascynującą nas kobietę. I ten właśnie przypadek pokazuje brak sensu ludzkiego życia i brak sensu śmierci. Jedno i drugie sensu nie ma. Cóż więc winno mieć dla nas jakikolwiek sens? Czy szukanie skarbu, które ostatecznie zgubiło Josefa? A może ta przejmująca samotność, która na chwilę odwróciła uwagę Nikodema od tego, co powinno być dla niego najważniejsze? A może nic nie ma znaczenia, a ja pamiętając o nocy spędzonej na lekturze książki, staram się nadać jakiś sens, nie wiedząc, że jej Autor czytając te słowa będzie się śmiać do rozpuku? Czy nie jest bowiem tak, że na siłę szukać będziemy sensu dla wydarzeń, które sensu mieć nie będą? A może jedynym, co Autor myślał, pisząc Dracha, jest stara prawda, iż liczy się tylko to, co jest dzisiaj?
Pewnie inni czytelnicy znajdą własne interpretacje Dracha. O ile oczywiście i ich Twardoch zniewoli na czas lektury.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?