Stephen King
Przebudzenie
Stephen King Przebudzenie Prószyński i S-ka

Religia to teologiczny odpowiednik klasycznego przekrętu ubezpieczeniowego, polegającego na tym, że rok po roku wnosisz składki, po czym, kiedy chcesz ze swojej sumiennie opłacanej polisy skorzystać, dowiadujesz się, że firma, która brała od ciebie pieniądze, tak naprawdę nie istnieje.

REKLAMA
Lektura kolejnych książek utwierdza mnie w przekonaniu, że król jest tylko jeden i jest nim King, nawiasem mówiąc nazwisko jest w tym przypadku niezmiernie trafne. Obojętnym jest, czy mierzy się z powieścią obyczajową – zawierającą i tak wątki paranormalne, czy z kryminałem, czy też z horrorem właśnie. Każda świetna, trzymająca w napięciu i na niesłabnącym poziomie pisania. Tym razem jednak autor przerósł moje oczekiwania pisząc powieść grozy.
„Przebudzenie” zaczyna się jako powieść obyczajowa, takie można przynajmniej odnieść wrażenie. Oto siedmioletni Jamie Morton poznaje młodego, świeżo przybyłego do Harlow, pastora. Charles Jacobs wraz z żoną i dwuletnim synkiem szybko zjednują sobie sympatię zarówno dorosłych, jak i tych najmłodszych. Jamie zaś zafascynowany pasją pastora do elektryczności, zaprzyjaźnia się z mężczyzną. Sielanka kończy się jednak wraz z tragiczną śmiercią rodziny Charlesa i ten okryty w niesławie po skandalizującym kazaniu, opuszcza Harlow.
Przez następne kilkadziesiąt lat drogi Charlesa Jacobsa i Jamiego Mortona będą się krzyżować, a ich losy zazębiać. Każde spotkanie będzie coraz bardziej przerażające, aż w końcu zaprowadzi czytelnika do potwornego finału.
„Przebudzenie” jest dowodem na mistrzowski warsztat pisarski Kinga. Ta książka zdecydowanie jest jedną z najlepszych, które czytałam tego autora – wyżej plasuje się jedynie „To” i „Wielki marsz”. Powieść różni się od ostatnich książek wydanych przez Kinga – jej klimat jest inny niż ten przedstawiony w „Doktorze Sen” czy „Joyland”. Zdecydowanie bardziej mroczny, ciemny i przytłaczający. Najpewniej czytelnicy, którzy znają całą twórczość Kinga dopatrzą się w niej podobieństwa do innych jego powieści, dla mnie jednak był to pierwszy raz, gdy zetknęłam się u tego autora z takim przedstawieniem świata i bohaterów.
Powieść została zadedykowana mistrzom powieści grozy. Lecz i bez tego widać na kim wzorował się King. Można to spostrzec choćby przyglądając się postaci Charlesa Jacobsa. Aby za dużo nie zdradzać, napiszę jedynie, że ma wiele wspólnego z jednym, dość znanym, bohaterem powieści grozy, autorstwa jednego z wymienionych w dedykacji autora. A jeśli się doda, że oboje aż na granicy obłędu fascynują się elektrycznością, cóż… wszystko powinno stać się jasne.
W całej książce nie brak nawiązań do najpopularniejszych utworów gatunku. Takie mrugnięcia okiem do spostrzegawczego czytelnika – jak choćby nazywanie pobocznych bohaterów nazwiskami autorów powieści grozy - np. Mary Shelley czy też powtarzany w kolejnych rozdziałach dwu wers Lovecrafta – Nie jest umarłym ten, który może spoczywać wiekami/ Nawet śmierć może umrzeć wraz z dziwnymi eonami.
Póki co King wychodzi obronną ręką w kwestii przemijania. Jego proza nie starzeje się, pomysły wciąż ma świeże (lub czasem trochę mniej) i stale zaskakuje czytelnika. I choć niektóre książki są gorsze, to takie jak „Przebudzenie” pokazują, że King ciągle jest niekwestionowanym królem i że wcale nie tak szybko odda pałeczkę swojemu synowi – którego powieści nota bene, również są świetnie napisane.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?