Sarah Quiglej
Dyrygent
Sarah Quiglej Dyrygent Wydawnictwo Marginesy

„Majakowski podał mi trzy palce, nie byłem głupcem, podałem mu dwa”. Te słowa Dymitra Szostakowicza pokazują jakim był człowiekiem, jeśli dodamy do tego muzykę, nasze uwielbienie sięgnie zenitu.

REKLAMA
Dymitr Szostakowicz był jednym z tych kompozytorów, którzy swą muzyką wyrażali duszę rosyjską. Każdy jego utwór to wycieczka w głąb Rosji, dzikiej a jednocześnie delikatnej, dumnej i zranionej, Rosji jako kobiety wielokrotnie gwałconej, która jednocześnie zachowała godność, dumę i czystość. W muzyce Szostakowicza zakochałem się już dawno temu, dlatego z radością powitałem książkę osnutą na jego życiu.
Sarah Quigley w swoim Dyrygencie ogranicza się do opisania pracy Mistrza nad jego wspaniałą VII Symfonią, nazwaną Symfonią Leningradzką. Symfonia ta pisana w czasie blokady miasta, w czasie srogiej i głodnej zimy przeraża słuchaczy, którzy nie zdają sobie sprawy, jak wielki wpływ na Symfonię miał okres wielkiej czystki. Symfonia przypisana została jedynie okresowi blokady, dlatego chyba została tak gorąco przyjęta w Związku Radzieckim. Te srogie dni, którym autorka książki przypisuj powstanie VII Symfonii znalazły swoje odniesienie w VIII Symfonii, która, jak się możemy domyślić, nie znalazła uznania u „radzieckich ludzi”.
Sarah Quigley stara się w swojej książce pokazać grozę dni blokady Leningradu. Racjonowanie żywności, głodowe racje dzienne, brak opału, siły, powolne umieranie. Czy tę atmosferę można przenieść na karty powieści? Autorka podjęła się tej próby, ze skutkiem dość miernym. Czy Nowozelandka bowiem może wczuć się w tragizm narodów Europy wschodniej? Czy może pokazać skutki długotrwałego głodu, chłodu i mrozu? Czy ktokolwiek z nas, sytych i beztroskich może dziś wyobrazić sobie tamte lata? Czy ktokolwiek z nas może wejść w realia tamtych lat? Wreszcie, czy możemy wyobrazić sobie ucieczkę dwójki bohaterów, Szostakowicza w komponowanie, a znakomitego dyrygenta, Karla Iljicza Eliasberga w niekończące się próby orkiestry? Prawdopodobnie nigdy nie będziemy w stanie przybliżyć się do wczucia się w ich sytuację, a „Dyrygent” tylko w części jest nas w stanie nam pomóc.
Przyznam, że spodziewałem się po książce wtłoczenia mnie w fotel, uderzenia jak obuchem, zmuszenia do myślenia tylko o tamtych latach. Może dlatego czuję się nieco oszukany. Tłumaczę sobie jedynie, że nie jestem prawdopodobnie docelowym czytelnikiem tej książki. Młodzi ludzie wchodzący w życie, lub czytelnicy anglosascy będą tą książką zachwyceni. Pokaże im ona w sposób przystępny i nieskomplikowany tamte lata, czy jednak w sposób prawdziwy? Na to pytanie odpowiedzą sami czytelnicy.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?