Giles Milton
Rosyjska ruletka
Giles Milton Rosyjska ruletka Noir sur Blanc

Gra wywiadów przypomina nieco spotkanie dwóch pijanych ludzi, z których jeden gra w szachy, drugi zaś w warcaby. Oznacza to, że w takiej rozgrywce nie ma żadnych reguł, wszystkie chwyty są dozwolone, stawka jest wysoka, a niebezpieczeństwo, jakie wisi nad graczami bardzo duże.

REKLAMA
Ta nieco żartobliwą definicję przyszła mi na myśl, kiedy skończyłem lekturę „Rosyjskiej ruletki”. Biorąc tę książkę do ręki wiedziałem, że się nie rozczaruję, gwarantuje to bowiem osoba jej Autora. Na rynku polskim ukazało się bowiem już kilka książek Gilesa Miltona opowiadająca o zapomnianych epizodach z historii Imperium Brytyjskiego, książka odgrzebująca nietypową historię rodzinną oraz zabawna powieść sensacyjno kulinarna. Pióro Gilesa Miltona jest niezmiernie lekkie, Autor potrafi opowiadać badane przez siebie historie skłaniając czytelnika, by przy lekturze zapomniał o całym świecie. Zawierzyłem więc Gilesowi Miltonowi i nie rozczarowałem się.
W Rosyjskiej ruletce mamy wszystko- początki brytyjskiego wywiadu, rewolucję październikową, opis nieznanych faktów towarzyszących zamordowaniu Grigorija Rasputina, pracę angielskich szpiegów w sowieckiej Rosji i szerzej nieznany dotąd plan wytrucia gazem bojowym bolszewików. Jeśli dodamy do tego rekonstrukcję pracy trzech asów wywiadu brytyjskiego- Sidneya Reillyy`ego, George`a Hilla, Fredericka Beilleya i Paula Dukesa zdobędziemy pewność, iż książka ta bije na głowę wszystkie opowieści o agencie 007.
Filmy sensacyjne wyrobiły w nas pogląd, że agent wywiadu jest niezmiernie błyskotliwym dżentelmenem, bohaterem bez ciemnej plamy na życiorysie, który dokonuje bohaterskich czynów i każdego dnia zdobywa cenne materiały. Hollywood rządzi się bowiem swoimi prawami. Jak przedstawić prozę życia agenta, korzystającego z wielu tożsamości? Jak pokazać żmudność przygotowań do wykonania zadania, czy codzienne wielogodzinne testowanie bezpieczeństwa całej misji. Tak naprawdę najtrudniejszym zadaniem stojącym przed brytyjskimi agentami działającymi w Rosji, było zdobycie bezpieczeństwa dla siebie i prowadzonej misji wywiadowczej. To z kolei można było osiągnąć przez przybieranie coraz to nowych tożsamości. Mistrzostwo osiągnął w tym Paul Dukes. Przybrane przez niego cztery tożsamości sprawdziły się. Nawet dziś, gdy spojrzymy na zdjęcia ucharakteryzowanego Dukesa, nie rozpoznamy w nim tego samego angielskiego dżentelmena w dobrze skrojonym garniturze. Ten mistrz kamuflażu najbardziej chyba zaszkodził radzieckiej Rosji i jako jedyny szpieg w historii Imperium Brytyjskiego został wyniesiony do stanu szlacheckiego.
Nie mniej ciekawym jest opowieść o tym, jak brytyjski korpus interwencyjny został zaopatrzony w gazy bojowe, które miały przybliżyć koniec bolszewizmu. Winston Churchill, który wpadł na ten szalony pomysł za nic miał życie cywilów, a także białogwardzistów. Jedynym remedium na zatrucie gazem miało być zapalenie papierosa. Wycofujący się z Rosji Anglicy zatopili niewykorzystane pojemniki z gazem bojowym pozostawiając po sobie tykającą do dnia dzisiejszego bombę ekologiczną. Klęska pomysłu Churchilla zapewniła mu sławę człowieka, którego wojenne plany się nie ziszczają.
Cóż jeszcze mogę dodać? Chyba tylko to, że czekam na kolejne książki Miltona, wiedząc, że na pewno nie raz mnie czymś zaskoczy i zaciekawi.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?