Jeśli miałbym szukać pretekstu, aby 21 marca pojechać do Łodzi, to Night of the Proms wystarczy za wszystko.

REKLAMA
Czy jest możliwy alians klasyki i popu? Czy muzykę poważną można przemycać w sposób strawny dla młodego pokolenia początku XXI wieku? Okazuje się, że można. Pop w symfonicznych aranżacjach połączony z precyzyjnie dobranymi utworami muzyki poważnej, efekty oświetleniowe potrafią przykuć uwagę każdego widza. Nie jest to wprawdzie prawdziwy koncert muzyki poważnej, z pewnością jednak może wywołać głód poznania czegoś nowego. A o to przecież chodzi…
Paul Bowles chciał opisać dni, które zmieniły północną Afrykę w nieco inny sposób. Zrozumiał jednak, Pomysł Night of the Proms narodził się trzydzieści lat temu. Dwaj belgijscy studenci postanowili skopiować dziewiętnastowieczne koncerty promenadowe. Pomysł ten był dość ryzykowny. Czy rozrywka XIX wiecznych mieszczan może przypaść do gustu wchodzącym w dorosłe życie ludziom? Remedium na to okazać się miał repertuar…..
Nie chcę czytelników zanudzać opisywaniem trzydziestoletniej historii tej imprezy. Powiem tylko, iż na całym świecie odbyło się już 800 takich koncertów, które obejrzało ponad 8 mln widzów. Tajemnica sukcesu Night of the Proms tkwi w zebraniu muzycznych „dziś, wczoraj i przedwczoraj”. W czasie tegorocznego łódzkiego koncertu będą nimi Katie Melua, Kim Wilde i Mark King. Nie zabraknie jednak polskiego akcentu w osobie Grzegorza Skawińskiego. Nazwisk tych chyba nie muszę przybliżać czytelnikom? Dodam może tylko, że za część nieco poważniejszą odpowiada niezrównany Robert Groslot i licząca 75 muzyków orkiestra Il Novecento.
Pozostaje mi tylko poznać czytelnika z samą orkiestrą i zaprosić na koncert. Najlepiej poznać ich słuchając…

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?