John Banville
Prawo do światła
John Banville Prawo do światła Świat książki

Czy można zmiksować przeżycie śmierci własnego dziecka z dawną miłością do kobiety? Czy fakt, iż szczęście trwa tylko chwilę, jesteśmy w stanie zaakceptować spodziewając się w każdej chwili jego kresu? Czy taką mieszankę można przedstawić w sposób urzekający, zmuszający czytelnika do maksymalnej uwagi i podziwu? John Banville kreśląc historię Alexandra Cleave`a dowodzi nie tylko, że jest to możliwe, ale też tego, że on sam osiągnął w tym mistrzostwo.

REKLAMA
Akcja każdej dobrej książki powinna rozpocząć się od mocnego akcentu. To właśnie początek powinien przykuć uwagę czytelnika i zmusić go do tego, by w czasie lektury żył życiem swoich bohaterów. John Banville swą opowieść rozpoczął od romansu dojrzałej kobiety z nastolatkiem. Pozornie temat ten wydaje się ograny, wiele już było opowieści, w których nieco starsza kobieta uczy ars amandi nastolatka, jednak ta opowieść jest nieco inna. W tej bowiem to nastolatek jest inicjatorem i uwodzicielem. Alex, mimo swego wieku, jest bardziej dojrzałym mężczyzną, niż można by było wyobrazić. Przeżycia młodego człowieka można porównać do historii hedonisty, który smakuje każdą chwilę, niczym kiper dojrzałe wino, to opowieść kogoś, kto swą dojrzałość czerpie z doświadczeń swego pierwszego związku. Związek ten nie ma przyszłości, młody człowiek jest więc w stanie zawieszenia i stanu tego nie opuści do końca swego życia.
Nic nie jest stałe ani wieczne, każda chwila potrafi rozwiać się jak dym ze spalonego papierosa. Należy jednak zapamiętać jej smak, wykorzystać tę chwilę do końca, wgryźć się w nią niczym w wybornie przyrządzoną pieczeń i zachować ten smak na resztę życia. Życie chwila jest jednak życiem w zawieszeniu, nic nie jest pewne i przewidywalne. Człowiek żyjący takim życiem na każdym kroku czuje oddech zbliżającego się kresu, wie, że każda chwila szczęścia może być tą ostatnią. W takiej sytuacji pytanie o sens i powody kresu dotychczasowego szczęścia, czy choćby zadowolenia są nie na miejscu. Tak jest i tak być musi, przekonuje nas Autor relacjonując losy swego bohatera. W ich świetle utrata pierwszej kochanki, śmierć córki i brak szczęścia w związku wydają się tak samo oczywiste, jak to, że papieros najlepiej smakuje po posiłku, a alkohol zmywa uczucie przesytu.
Banville napisał więc książkę o samotności. Teoretycznie każdy z nas kiedyś był przez chwilę samotny, jednak czy ktokolwiek z nas doświadczył takiej samotności, w której jeden człowiek nie jest w stanie rozmawiać o swoich problemach i przeżyciach z drugim, choćby najbliższym sobie człowiekiem? Czy doświadczył traumy nakazującej mu zamknąć się w samym sobie i nie wierzyć w oczyszczającą siłę rozmowy, a jednocześnie pragnąc jej i marząc o przerwaniu samotności? Czy ktokolwiek osiągnął już ten stopień, w którym przyzwyczajenie odbiera brak wiary w powodzenie?
John Banville dowiódł, że o trudnych tematach można pisać w sposób zajmujący i elektryzujący, że akcja płynąca nieśpiesznie zniewolić może każdego czytelnika. A to właśnie najbardziej cenię u prozaików.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?