Friedrich Kellner
Dziennik sprzeciwu
Tajne zapiski obywatela III Rzeszy 1939-1942
Friedrich Kellner Dziennik sprzeciwu Tajne zapiski obywatela III Rzeszy 1939-1942 Ośrodek Karta

Ludzie naszego pokroju stale muszą zadawać pytanie : jak to możliwe, że kulturalny naród taki jak Niemcy oddał całą władzę w ręce jednego człowieka. Cała ta masa tępoty i tchórzostwa budzi wręcz rozpacz. Wszystko, co nasi przodkowie zdobyli, nie ustając w bojach przez stulecia, zostało utracone na skutek obłędnej lekkomyślności, niepojętej łatwowierności i przeklętej, niemrawej postawy „mieszczan” w roku 1933.

REKLAMA
Ten z pozoru niewinny zapisek, który Friedrich Kellner skreślił 9 października 1939 roku, spowodował, iż spojrzałem na „Dziennik sprzeciwu” zupełnie innymi oczami. Przyznam, że wcześniej uznałem książkę polecaną mi jako „zapiski dobrego Niemca” jako jeszcze jedno świadectwo Niemca, który po okresie zachwytu nad narodowosocjalistycznym porządkiem, otrzymał zimny prysznic na wieść o pierwszej solidnej klęsce. Tak się bowiem przyjęło, ze Niemcy o niczym nie wiedzieli, zawsze z przekonań byli socjaldemokratami, zaś w czasie wojny byli kierowcami ciężarówek, wszystko zaś, co złe nastąpiło z winy jednego tylko człowieka. Ten głos pokolenia sprawców i świadków dopiero teraz kontrowany jest dzięki dociekliwości wnuków i takich świadectw jak to, które przez kilka lat spisywał Friedrich Kellner.
Wyższość dziennika nad wspomnieniami tkwi w tym, iż ten pierwszy pisany jest na gorąco. Musi więc zawierać więcej szczegółów i nie nosi znamion ubarwiania swojej postawy. Z tego więc względu chętniej sięgam po dzienniki, mimo, iż często zawierają dłużyzny i wiele wątków pobocznych oraz domniemań. Dzienniki są specyficznym dokumentem epoki, w której były spisywane. Dzienniki Kellnera są czymś więcej. Autor przygniatany oficjalnymi komunikatami, polemizuje z nimi właśnie w ten sposób. Wie doskonale, że III Rzesza to państwo, w którym niebezpiecznie jest wyrażać otwarcie własne wątpliwości. Coś takiego mogło skończyć się szykanami, a nawet prewencyjnym wysłaniem do obozu koncentracyjnego. Im dłużej zaś trwała wojna, tym sankcje mogły być większe. Dziennik, w którym odnajdujemy sugestie, iż piszący słucha wrogich rozgłośni radiowych, mógł być koronnym dowodem na zdradę stanu, tym bardziej, iż Kellner umieszcza w nim projekt postepowania denazyfikacyjnego. Co ciekawe, projekt ten był zbieżny z faktycznie wydanymi po wojnie przepisami.
Oczywiście Kellner chłoszcze słowem nie tylko nazistów. Dostaje się również mocarstwom zachodnim, dostaje się współrodakom a między wierszami Kellner krytykuje również samego siebie. Autor zdaje sobie sprawę, że jego opór jest symboliczny, jednak sam jest politycznie podejrzany. Nie należy bowiem do partii nazistowskiej, bywa wzywany na przesłuchania do gestapo, a otaczają go sami ludzie, których stroje udekorowane są nazistowskimi insygniami, a takim w III rzeszy niebezpiecznie jest wierzyć.
W swoich rozważaniach i prognozach Kellner często się mylił. Pomyłki te były jednak wynikiem naiwnej wiary Autora w logikę postępowania przywódców politycznych. Logika zaś była ostatnim, o co można by podejrzewać rządzących państwami europejskimi w pierwszej połowie XX wieku. Jednak Kellner nie mylił się co do jednego- władza nazistów musiała skończyć się dla narodu niemieckiego tragicznie, nie był jednak w stanie przewidzieć rozmiarów tej tragedii. Codzienne świadectwo Kellnera przeczy również twierdzeniom o powszechnej niemieckiej niewiedzy. Kellner wyraźnie mówi- naród niemiecki wiedział o zbrodniach, a przez to, że dopuścił do władzy zbrodniarzy i nie sprzeciwił się zbrodniom, był współwinnym. I chyba to było powodem, że nawet w Niemczech Dzienniki Kellnera mogły się ukazać dopiero niedawno.
A ja, zawstydzony moim pierwotnym sądem o Kellnerze, czekam z niecierpliwością na ich kontynuację. Ciekawi mnie bowiem jego krytyczna recenzja Niemiec lat 1943-1945.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?