
Rola kobiety w III Rzeszy uległa swoistej modyfikacji. Obywatelki Wielkich Niemiec porzuciły kościół, kuchnie i dzieci, by stać się świadkami zbrodni, wspólniczkami w zbrodni bądź też bezpośrednimi ich sprawcami. Co nimi kierowało?
REKLAMA
Wendy Lower, profesor historii i konsultantka historyczna Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie zajęła się tematem jak dotąd nie ruszanym. Poruszyła bowiem rolę kobiet w zbrodniczej polityce Niemiec. W efekcie jej badań mit o powszechnej niemieckiej niewiedzy, lub też win jednostek legł w gruzach. III Rzesza była państwem zbrodniczym a prawie każdy z jej obywateli był świadkiem, wspólnikiem bądź sprawca zbrodni. Prawda ta, jak się okazuje dotyczy również kobiet.
Furie Hitlera to historia kilku kobiet, które postanowiły szukać szczęścia na podbitych terenach wschodnich, w Lebensraum, przestrzeni życiowej, która według nazistowskiej ideologii należała się Niemcom i którą miał wkrótce zasiedlić kilkusetmilionowy naród nadludzi. Kobiety te pochodziły z dołów społecznych. Niskie wykształcenie, średnie kwalifikacje i brak znajomości uniemożliwiały im wyrwanie się z dotychczasowego życia. Jedyną szansę stworzyła im partia nazistowska i wojna, dzięki której podbite zostały tereny na Wschodzie. Zgłaszały się więc na ochotnika, by nieść niemiecką cywilizację i porządek na nowe terytoria. Czy zdawały sobie sprawę z tego jaka może im przypaść rola?
Sanitariuszki, nauczycielki, telefonistki, maszynistki i wreszcie żony. W tym charakterze wyjeżdżały niemieckie kobiety do pracy na wschód. Na miejscu stawały się świadkami okrutnych zbrodni. Część z nich posunęła się dalej i stawały się stopniowo wspólniczkami, jeszcze inne aktywnie uczestniczyły w mordowaniu. Nikt, nawet ich przełożeni, nie oczekiwali aż tak daleko idącego zaangażowania. Żaden obywatel III Rzeszy nie był zmuszany do uczestnictwa z mordowaniu, każdy stawał się zbrodniarzem z własnej inicjatywy. Gdzie jednak leży granica, po przekroczeniu której zwykły człowiek staje się zbrodniarzem? Czy chodzi tu o inicjatywę czy też świadomość? Czy możemy wreszcie podzielić te trzy grupy na więcej podgrup, aby dokładniej sklasyfikować niemieckie postępowanie?
Jedno jest pewne, kobiety, które wyjeżdżały na wschód nie planowały uczestnictwa w zbrodni. Trywializując wszelkie wnioski, do jakich dochodzi profesor Lower, stwierdzam, że po prostu miały do ich popełniania okazję. Jedne z niej korzystały, inne zaś nie. Te pierwsze mogły uczestniczyć w zbieraniu owoców swego postępowania. Mogły liczyć na łupy w postaci mienia ofiar, cieszyły się też uznaniem swoich kolegów. Na dobrą sprawę wspólne popełnienie zbrodni może wzmocnić więzi międzyludzkie. Można tu doszukiwać się swoistych bodźców erotycznych, które popychają do zabijania. Tak właśnie było w przypadku żon. Wiedziały one czym tak naprawdę zajmowali się ich mężowie. Odwiedzały ich w pracy, korzystały z materialnych zdobyczy swych mężów, wreszcie wspólnie z nimi mordowały. Po wojnie zaś starały się zapomnieć o swojej przeszłości i włączyć w nową rzeczywistość. Czy mogły spać spokojnie? Czy można przejść do porządku dziennego nad taką przeszłością? Na wiele pytań Wendy Lower znajduje odpowiedź, jedno z nich jednak musi pozostać bez odpowiedzi.
Od kilkudziesięciu lat historycy badający zbrodnie starają się znaleźć odpowiedź na jedno tylko pytanie. Brzmi ono „dlaczego?”. Nikt jeszcze nie znalazł i na pewno nie znajdzie odpowiedzi na to pytanie. Prawdopodobnie boimy się znaleźć tę odpowiedź. Z jednej strony obawiamy się, że wykryjemy nasze podobieństwo do zbrodniarzy, z drugiej nie chcemy, by nasze zrozumienie intencji było potraktowane jako usprawiedliwienie. Czy nasze obawy są słuszne? Czyżbyśmy nie wierzyli w samych siebie i nie rozumieli, że zrozumienie nie musi oznaczać usprawiedliwienia? A może obawiamy się zbyt wnikliwego spojrzenia w samych siebie i stwierdzenia, że człowiek wcale nie brzmi dumnie?
Pomyślmy czasem o tym.
