Igor Ostachowicz
Zielona wyspa
Igor Ostachowicz Zielona wyspa Wydawnictwo WAB

Czy ktokolwiek z nas, zmęczony codziennością i kontaktem z ludźmi, nie pragnął zaszyć się, choć na kilka dni, na bezludnej wyspie? Odpoczynek od ludzi, wsłuchanie się w siebie i wyciszenie. Tego właśnie byśmy oczekiwali po takich wakacjach. I takie właśnie wakacje opisuje nam Igor Ostachowicz. No, może nie do końca takie. Nic bowiem na świecie nie przebiega tak, jak to sobie zaplanujemy.

REKLAMA
Mistrz horroru, Alfred Hitchcock powiadał, że scenariusz powinien rozpoczynać się od trzęsienia ziemi. Potem napięcie musi stopniowo rosnąć. Tę zasadę doskonale opanował Igro Ostachowicz. Akcja Zielonej wyspy nie zaczyna się wprawdzie trzęsieniem ziemi, groza narasta w sposób niezauważalny i ze zmiennym tempem, nie wiemy też do końca kogo winniśmy uznać za biały, kogo zaś za czarny charakter. I nawet jeśli uznamy, że Autor powtórzył pomysły reżyserów Matni i Lśnienia, to szybko przekonamy się, że zrobił to po mistrzowsku.
Kobieta w średnim wieku pragnie odpocząć od swego męża. Drogie wakacje mają być zadośćuczynieniem za zdradę małżeńską. Przyzwyczajona do wydawania mężowskich pieniędzy Magda wprowadza się do wygodnego domku na wyspie. Kobieta przed wyjazdem zaopatrzyła się w całą baterię środków psychotropowych. Nawet nie zdający sobie sprawy z efektów działania tychże medykamentów czytelnik szybko pojmie, że Magda jest ostatnią ze wszystkich kobiet, które powinny spędzać w ten sposób wakacje. Od tego momentu Czytelnik zaczyna czuć się odpowiedzialny za los Magdy i jeszcze bardziej niż ona przerażony jest odkryciem faktu, iż poza kobietą na wyspie przebywa tajemniczy mężczyzna.
Wyspa nie jest duża, więc Magda musi zetknąć się z tajemniczym Jarosławem. Oboje szybko dostosowują się do schematu „dwoje obcych ludzi na bezludnej wyspie”. Nawet jeśli Magda boi się mężczyzny, to szybko znajduje środek obronny pozwalający jej uniknąć jego karesów. Środki psychotropowe w połączeniu z alkoholem czynią Jarosława bezbronnym na tyle, że nie jest świadomy zadawanego mu upokorzenia. W chwili gdy mężczyzna zapada w narkotyczno alkoholowy sen, w kobiecie budzi się potwór. Ta chora relacja trwa aż do momentu, w którym Magda uświadamia sobie, że zaczyna się uzależniać od wyspy i tego mężczyzny. Kiedy nadchodzi zaplanowany kres wakacji, czytelnik przestaje martwić się losem Magdy, nie obchodzi go również Jarosław, w tle bowiem pojawia się przedstawicielka biura wynajmującego wyspę i pilot śmigłowca. W tym momencie na wyspie nikt nie może czuć się bezpiecznie.
Igor Ostachowicz po raz kolejny dowiódł, że potrafi wnikliwie opisać reakcje ludzi postawionych w nietypowych sytuacjach. Po mistrzowsku nakreślona fabuła zadowoli nawet najbardziej wybrednego wielbiciela gatunku. Czytelnik nie jest pewny zakończenia książki aż do przeczytania ostatniej strony. Dodatkowo Autor zburzył sztywny podział swoich bohaterów. U Ostachowicza nie ma czarnego i białego charakteru. Nie jesteśmy też w stanie określić kto jest ofiarą, a kto jest katem. W tej książce bowiem każdy jest skrzywdzony i każdy jest dręczycielem. Ten zabieg spowoduje, że po lekturze Zielonej wyspy nic nie pozostanie takie samo.
A zwłaszcza postrzeganie kobiet jako słabej płci.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?