Dziennik
Pięć zeszytów z łódzkiego getta
Dawid Sierakowiak
Dziennik Pięć zeszytów z łódzkiego getta Dawid Sierakowiak wydawnictwo Marginesy

Los ludzki zapisany jest na papierowych kartach. Bez zachowanego papierowego dowodu człowiek zostaje zapomniany. Bez dokumentów pobudzających pamięć człowiek zostaje zapomniany. Tak mogło się stać z pamięcią o Dawidzie Sierakowiaku.

REKLAMA
Tuż po wyzwoleniu Łodzi odnalezione zostały zapiski. Ktoś, kto wyżej cenił sobie ciepło od pamięci, używał ich do palenia w piecu. Ogień strawił dwa z siedmiu zapisków człowieka, który miał szansę stać się kimś wielkim. Niestety jego życie przypadło na najgorsze dla Europy lata dwudziestego wieku. Zwłaszcza dla żyjących w Łodzi. Mieście, gdzie śmierć była tańsza od bochenka chleba.
Zachowane zapiski Dawida Sierakowa zaczynają się mocnym akcentem. Wakacje w Krościenku. To ostatnie dni pokoju, jeszcze nikt nie słyszał o żółtych gwiazdach Dawida, Oświęcim był garnizonowym miastem w dość niezdrowej okolicy i nikomu nie wpadł jeszcze do głowy pomysł, by mydło wyrabiać z tłuszczu ludzkiego. Jeszcze można cieszyć się pięknem przyrody, a tęsknotę za rodziną można przerwać kupując bilet kolejowy. Te dni wkrótce się skończą, ale jeszcze uzdolniony żydowski uczeń o tym nie wie. Czytelnik obdarzony empatią czytając te słowa czuje ból wywołany przez wyobraźnię.
Rodzina Sierakowiaka zostaje zamknięta w łódzkim getcie. To swoiste państwo w państwie z własną hierarchią, całkowicie uzależniona od otocznia. Jedyną walutą getta jest przydatność. Praca to jedyna waluta, za którą kupić można szansę na przetrwanie. I szansy tej uchwycił się Mordechaj Rumkowski. Polityka pracy, dystrybucji żywności i dokonywania wyborów, których w normalnych warunkach nikt by nie brał pod rozwagę.
Cóż mógł robić niezwykle utalentowany chłopak w takim miejscu? Walka o wiedzę, o przeżycie jeszcze jednego dnia, o dodatkowe pożywienie i ciepło. To wszystko, co dla nas i dla naszych dzieci jest czymś normalnym, dla Dawida było czymś o co należy walczyć każdego dnia. Jego rozrywką i sposobem na życie jest pisanie. W getcie nie sposób poświęcać wieczorów na życie towarzyskie, kino czy teatr. Nie ma radia ani gramofonu. Z alkoholem tez jest krucho, więc jedyną rozrywką jest zeszyt, ołówek i chwila samotności, w której można przenieść swe przemyślenia na papier.
Takie relacje, jak Sierakowiaka, są najbardziej przejmującym dokumentem tamtych dni. To z nich dzisiejsi historycy czerpią wiedzę o dniu codziennym w królestwie Rumkowskiego. Drożyzna, warunki pracy, ocena gettowych notabli i szans na przeżycie reszty mieszają się z przemyśleniami na temat ideologii lewicowej i światowej polityki. A wszystko to spisane przez dobrego, choć nieco naiwnego obserwatora.
Niestety jest to getto, miejsce dla zupełnie zdrowych i silnych ludzi. Ci, którzy zaczynają chorować na gruźlicę, nie mają przyszłości. I właśnie taki był los Sierakowiaka, który zmarł z głodu w sierpniu 1943 roku.
Dzienniki Sierakowiaka porównuje się często z tymi spisanymi przez Annę Frank. Nie wiem czy takie analogie można czynić. Każdy z zapisków uwięzionych w gettach i ukrywających się poza nimi zawiera indywidualną ludzką tragedię i tak należy na nie patrzeć. Nawet jeśli są do siebie podobne.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?