
Zdrada jałtańska. Tym określeniem nazywa się postanowienia konferencji oddającej Polskę pod panowanie Sowietów, zapominając jednocześnie, że Jałta była konsekwencją konferencji w Teheranie. To właśnie w Teheranie oddane zostały polskie Kresy i to właśnie po Teheranie polski wysiłek wojenny przestał mieć jakikolwiek sens.
REKLAMA
Wydaje się, że właśnie tę prawdę dostrzegł Kazimierz Krajewski pisząc książkę, która może być uznana za próbę monografii o Armii Krajowej na Kresach. Jego słowa o tym, że walka o Kresy była przegrana zanim się zaczęła. To zdanie, obok tytułu książki, ukazując tragizm polskiego żołnierza, przed którym zostało postawione niewykonalne zadanie. Zadaniem tym było odwrócenie decyzji wielkich mocarstw pozbawiających Polskę Kresów. Przeciwnikami polskich żołnierzy w tej walce były niemieckie siły okupacyjne, sowiecka partyzantka, bandy UPA czy litewskie formacje wojskowe. Nawet w sprzyjających geopolitycznie warunkach zadanie to było trudne, w tej jednak sytuacji jego wydanie skazywało na śmierć wielu dzielnych żołnierzy.
Polska partyzantka na Kresach wschodnich to 80 tysięcy zaprzysiężonych broń żołnierzy, z czego ponad 30 tysięcy działało w zwartych formacjach wojskowych, to setki kilometrów kwadratowych terenu kontrolowanego tylko przez Armię Krajową, dodatkowo to dwie ogromne w swej skali operacje wojskowe jakimi były działania na Wołyniu i wyzwolenie Wilna. Z drugiej strony to działania mniej chwalebne, do których zaliczyć należy kontakty oficerów AK z okupantem czy akcję w Dubinkach. Kazimierz Krajewski nie unika nawet tych najtrudniejszych tematów, starając się je złagodzić w oczach czytelnika. Taktyczne porozumienie jednego z oficerów z Niemcami nie określa mianem kolaboracji, ale sprytnego wykorzystania wroga, zapominając o tym, że przecież nikt nikomu, zwłaszcza w warunkach wojennych, nie przekazuje broni czy wyposażenia z czystej sympatii. Musimy jednak pamiętać, że Autor jest pracownikiem IPN, więc musi on tkwić niejako na straży mitu Polski niewinnej.
Pierwsze karty książki nie zapowiadają rzetelnej lektury. Autor nakreśla wprawdzie warunki jakie panowały na Kresach od początku okupacji, nie wspominając jednocześnie o fatalnej polityce wobec mniejszości narodowych w II Rzeczpospolitej. Brak choćby krótkiego rysu zniekształca przekaz o tamtych dniach, wprowadzając nie tylko dowolność w interpretacji wydarzeń tamtych dni, jak i utrwalając mity, które narosły w naszej świadomości. Dość szybko jednak książka zamienia się w dość rzetelne opracowanie historyczne. Wrażenie to kształtują dane dotyczące uzbrojenia, liczebności i dyslokacji konkretnych oddziałów, czy akcji. Niestety wśród tych danych Autor przemyca własne oceny i sympatie, często przyjmując za dobrą monetę mity, jakie narosły wokół oddziałów partyzanckich braci Bilskich, generała Satanowskiego czy też Maksa. Narasta więc sprzeczność w samej książce, którą Autor stara się załagodzić podawanie niepotwierdzonych żadnymi dokumentami informacji.
Na straconych posterunkach jest jak dotąd najdokładniejszym opracowaniem dotyczącym działań Armii Krajowej na Kresach. Szkoda tylko, że Autor w czasie pisania wszedł w rolę publicysty. A dla historyk to samobójstwo.
