
Śpieszmy się zapisywać przeżycia, póki żyją świadkowie, póki żyją sami zainteresowani. Ta myśl musi zakiełkować po lekturze "Dziewczyny z kamienia".
REKLAMA
W tej książce jest wszystko: historia ziemiańskiej rodziny, którą Historia zepchnęła w niebyt, koleje losu dziecka, potem dziewczyny i dojrzałej kobiety na tle tej Historii, jest wielka polityka, spotkanie ze sztuką, miłość i namiętności. Izabella Cywińska, autorka autobiografii „Dziewczyna z Kamienia”, wprowadza nas we wszystkie te światy, ze swadą opowiadając o sprawach wzniosłych i wstydliwych, odkrywając przed czytelnikiem całą siebie. Bez fałszywego wstydu, za to z ujmującą naturalnością.
Cywińska to postać znana w świecie teatru, zapamiętana jako minister „od kultury”, reżyser kontrowersyjnego dla niektórych serialu pt. „Boża podszewka”. Każdy, kto interesuje się szeroko pojętą kulturą, a żyje trochę dłużej niż 20 lat, na jakimś etapie swego życia musiał zetknąć się z tym nazwiskiem. Dla mnie, reprezentanta pokolenia czterdziestolatków, Cywińska to przede wszystkim synonim Teatru Nowego w Poznaniu i jego największych sukcesów w latach 80. Symbol czegoś ważnego. Dlatego niezwykłym było odkrycie podczas lektury książki, że ten symbol to kobieta z krwi i kości, dziewczyna nie tylko „z kamienia” (bo przecież twarda i konsekwentnie dążącą do celu), ale i z Kamienia, szlachetnie urodzona i przez to urodzenie w nowej Polsce naznaczona; czerpiąca z życia pełnymi garściami, niezwykle emocjonalna, wrażliwa. Odważna.
Książka została pięknie wydana. Mnóstwo w niej fotografii, często bardzo osobistych, towarzyszących „akuratnie” toczącej się narracji. Opowieść jest klarowna, przejrzyście podzielona na części i rozdziały, dobrze skomponowana graficznie. Warto wziąć do ręki, przyjrzeć się temu niezwykłemu życiu.
