
To jest Ameryka, to jest USA. Pierwsze słowa popularnego przed wojną szlagieru zapowiadać miały państwo prawie idealne. My sami wyidealizowaliśmy sobie Stany Zjednoczone w czasach poprzedzającyh przemiany ustrojowe nie dostrzegając wielu wad tego państwa… A jest ich trochę.
REKLAMA
Jak najlepiej wytknąć wady systemu? Wyszydzić je. Z tego właśnie założenia wyszedł chyba Christopher Buckley pisząc „Sądne konkury”. Buckley przejaskrawiając rzeczywistość wyszydza zarówno administrację Stanów Zjednoczonych, Prezydenta, amerykański system sądowniczy i media. Obrywają więc wszyscy, którzy kreują amerykańską rzeczywistość. A jest co krytykować. W tej bowiem rzeczywistości nie liczą się umiejętności czy wiedza. Liczy się odbiór medialny i brak haków. A hakiem może być wszystko, nawet krytyka filmu „Zabić drozda” napisana w wieku 12 lat. Nic więc dziwnego, że najbardziej właściwą osobą do zasiadania w sadzie najwyższym okaże się celebry tka, zaś senator odkryje w sobie materiał na gwiazdę mediów. W tle widzimy do tego zblazowanego producenta telewizyjnego i nieco ekscentrycznego Prezydenta, który układa misterny plan zemsty na tych, którzy chcą stanowić prawo skierowane przeciw jego osobie. Trzecioplanowym, niemym, bohaterem Konkurów jest całe amerykańskie społeczeństwo. Jest to społeczeństwo dużych dzieci, podatne na przekaz medialny, wzruszenie, obdarzone głęboką empatią. Społeczeństwo tak nieprzewidywalne, że można nim dowolnie sterować. Całość napisana w sposób tak bardzo komiczny, że nie dostrzegamy tragizmu wyrażonego słowami jednego z bohaterów :„gdyby ojcowie założyciele dowiedzieli się do czego przyszłe pokolenia sprowadzą ich trud, pewnie wznieśliby ręce i błagali Brytyjczyków, by nas znowu zniewolili”
