Oleg Pawłow
Opowieści z ostatnich dni
Oleg Pawłow Opowieści z ostatnich dni Wydawnictwo Noir sur Blanc

Zwykły człowiek w zderzeniu z systemem. To temat opowiadań Olega Pawłowa.

REKLAMA
Schyłkowy okres Związku Radzieckiego. Nieuchronnego końca nikt jeszcze nie jest w stanie przewidzieć, zwłaszcza tam, w krainie zapomnianych jednostek wojskowych i łagrów. Tam czas zatrzymał się. Największym zmartwieniem ludzkim jest tam przetrwanie. Nie być głodnym, nie mieć trudnej służby, odpocząć i nie wychylać się. Bo kto się wychyli z tłumu naraża się na kłopoty.
Prawdy tej doświadczył kapitan Chabarow, który dość miał bezsilnej obserwacji skutków niedostatecznej aprowizacji wojska. Jego pomysł uniezależniający jednostkę od dostaw kartofli, wywołał bunt wśród żołnierzy, znaleźli się też wśród nich tacy, którzy postanowili donieść na przedsiębiorczego oficera. Nietrudno się domyślić, że Kapitan znalazł się w nieciekawej sytuacji. Matuszynowi, bohaterowi drugiego opowiadania, również się nie poszczęściło. Nieszczęśnik uznał, że służba wojskowa będzie wyzwoleniem od domowego ogniska, którego temperatura zależała od humoru ojca. Jako strażnik obozowy zrozumiał szybko, ze trafił do miejsca, w którym jest jeszcze bardziej samotny niż w domu i tak naprawdę jego los niewiele się różni od losu tych, których pilnuje. Wreszcie nieco nierozgarnięty Alosza, któremu przyszło konwojować zwłoki zabitego żołnierza, a który do końca nie był w stanie zapanować nad swoim losem.
Chyba nikt z nas nie będzie w stanie streścić tej książki. Winić należy za to Olega Pawłowa. Autor odbył służbę wojskową w kompaniach ochrony kazachskich łagrów, opisał więc realia własnej służby wojskowej. W dodatku użył do tego specyficznego języka człowieka radzieckiego, języka niezrozumiałego nawet dla polskiego czytelnika urodzonego w latach sześćdziesiątych. To język człowieka prostego, pogodzonego z własnym losem i przyjmującego wszelkie jego koleje jako coś oczywistego. Brak tu walki o polepszenie życia, brak też sprzeciwu i refleksji nad nim. Język ten oczywiście wprowadza nas w klimat opowieści, nie jest jednak w stanie wywołać u nas cienia współczucia. Wchodzimy w rolę beznamiętnego obserwatora z winy samych bohaterów. Ich bezradność nie wywołuje żadnej empatii, tym bardziej, że sam Autor nie kreśli ich życia wewnętrznego. Ot, typowi radzieccy ludzie pozbawieni ambicji, celów życiowych czy głębszych przemyśleń. Ludzie sprowadzeni przez system do roli żyjących maszyn.
A takie kreowanie radzieckiej rzeczywistości nie może podobać się władcom Kremla. Na publikację autobiograficznych Dzienników strażnika obozowego Autor czekał szesnaście lat.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?