Włodzimierz Kowalewski
Excentrycy
Włodzimierz Kowalewski Excentrycy Wydawnictwo Marginesy

Przyznam się bez bicia. W czasie lektury tej książki cały czas myślałem o filmie „Stworzył nas jazz”. Pozornie nie ma analogii pomiędzy książką Kowalewskiego a filmem Szachnazarowa. Co bowiem ma wspólnego radziecka rzeczywistość okresu NEP-u z rzeczywistością Polski lat pięćdziesiątych? A jednak w obu tych filmach jazz i swing był jedyną szansą na oderwanie się od szarej codzienności.

REKLAMA
Rok 1957. Do Ciechocinka wraca z Anglii Fabian, emigrant i dawny lwowski jazzman. W mieście tym mieszka jego siostra. Wraz z Fabianem do miasta wraca posmak dawno zapomnianego luksusu-elegancki samochód, cygara, dobra herbata… Fabian próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości, wraca ze ściśle ułożonym planem spędzenia reszty swoich dni, nie przewiduje jednak, że na jego drodze stanie femme fatale i ludzie, dla których muzyka znaczy wiele. Jak skończy się opowieść o powrocie Fabiana?
W peerelowskiej rzeczywistości muzyka była najbezpieczniejszą formą kontestacji systemu. Tęsknota za normalnym życiem, w którym nikt nikomu nie zagląda do łóżka, nie sprawdza czy ktoś nie otrzymuje listów zza żelaznej kurtyny, nie sprawdza upodobań kulinarnych czy czytelniczych. Rzeczywistości, gdzie nie ma zdegenerowanej sztuki, a nazwanie psa imieniem Samba nie będzie przedmiotem dyskusji na zebraniu zakładowej komórki partyjnej. Ta tęsknota, nazywana również amerykanizacją życia, była solą w oku przywódców państwowych. Niczym współcześni nam politycy, szukający wegetarian i cyklistów, peerelowscy piętnowali bikiniarzy, którzy ubiorem, znajomością języka czy słuchaną muzyką starali się podkreślać swoją odrębność. Radio Luksemburg i Głos Ameryki dostarczały tym pokojowym kontestatorom systemu nie tylko wiedzy muzycznej, ale zmieniały też pogląd na świat. Inność była więc dla komunistów niebezpieczna, ten inny bowiem nie przyjmował bezmyślnie haseł tylko niezależnie myślał. Nic więc dziwnego, że bikiniarze i słuchający jazzu byli piętnowani w prasie w atmosferze zbliżonej do obecnego przekazu telewizji państwowej. Rządzący jednak zapomnieli o jednej prawdzie. Gustów narzucić nikomu nie można, tak samo jak nie można zabronić myślenia. Dlatego tęsknota za normalnością kwitła i była jednym z tych elementów, które doprowadziły do upadku systemu.
Excentrycy nie są więc tylko powieścią obyczajową, zabarwioną wątkiem sensacyjnym. To również, a nawet przede wszystkim, książka o odwiecznej tęsknocie człowieka za wolnością i normalnością. Za wyrażaniem własnej indywidualności, choćby w tańcu.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?