
Najkrócej „Trzy dłuższe historie” zrecenzować można zdaniem: ”Mrożek i wszystko jasne”.
REKLAMA
Jak zwykle w opowiadaniach Mrożka mamy do czynienia z szyderstwem. Mrożek szydził, szydzi i szydzić będzie póki nie wyzbędziemy się tego, co może irytować, co może śmieszyć. Jako naród, Polacy są samolubni i lubią zaznaczać swój indywidualizm, uderza nam też woda sodowa do głowy. Odrobinka władzy sprawić może, że zaczynamy czuć się ważniejsi od wszystkich wielkich świata tego. W tym właśnie momencie stajemy się uciążliwym dla innych mułem. Mułem może być kelner w restauracji, mułem o wiele bardziej uciążliwym urzędnik bądź dyrektor ważnej instytucji. Jak walczyć z mułami? Czy zwalczyć muła może tylko inny, bardziej uciążliwy muł? Gorsze jest to nasze dorabianie ideologii życiowej do przypadkowych, często głupich wyborów dnia codziennego wyszydzone w opowiadaniu „ Moje kochane beznóżki”? Na deser zaś czytelnik przeczyta Monizę Clavier - szyderstwo z martyrologii, którą jeszcze trzydzieści lat temu nasi rodacy eksponowali na zachodzie. Ukazywanie cierpiętnictwa narodowego i krzywdy, miały wywołać poczucie winy u słuchających i spowodować przychylne przyjęcie rodaka na emigracji. Geopolityka nie jest jednak najmocniejszą stroną tzw zwykłych ludzi na zachodzie, często nawet dziennikarzom mylą się nacje. Kiedy okazuje się, że emigrant został wzięci nie za bohaterskiego, „cierpiącego za miliony” Polaka, tylko za tajemniczego Rosjanina następuje rozczarowanie. Pomyłkę tę jednak można przekuć w sukces. Czy to jest bowiem ważne kim jesteśmy dla ludzi zachodu-Polakiem czy Rosjaninem? Ważne, że jesteśmy bohaterem chwili. Ale chwila zbyt długo nie trwa niestety…
Czytajmy więc Mrożka. Śmiejmy się do woli. W czasie śmiechu winniśmy pamiętać o jednym… to z siebie samych się śmiejemy.
