
„Trzy kobiety zawiązały spisek, żeby się pozbyć mężów? To rzeczywistość, Bartek, nie film Hitchcocka.” Oj, zdziwiłabyś się Baśka, oj zdziwiła.
REKLAMA
Zaczyna się niewinnie. Trzy przyjaciółki spotykają się na przyjęciu i w trakcie rozmowy schodzą na temat mężów. Jako że każda z nich średnio z małżeństwa jest zadowolona, a po rozwodzie zostałaby z niczym – wszystko przez ten przeklęty dokument – szybko narzekania przechodzą w rozważania „a gdyby ten kłopot zniknął”? Bo cóż mogłoby by być prostszego niż dosłowne pozbycie się mężów?
Zarówno Jolce, Martusi, jak i Kamie – innymi słowy członkiniom owego morderczego tria - pomysł zostania bogatą wdową podoba się bardzo. Realizacja też wydaje się być prosta, zwłaszcza, że mężów jakoś szczególnie nie lubią, a ci dodatkowo je jeszcze zdradzają. Panie zatem szybciutko przystępują do realizacji – i cóż, dopiero wtedy zaczynają się schody, bo nic, absolutnie nic nie idzie zgodnie z planem.
„Jestem zdecydowanie przeciwna zabijaniu kogokolwiek poza własnym prywatnym mężem. Nie jestem psychopatką.”
„Były sobie świnki trzy” to wspaniały i przekomiczny powrót do korzeni kryminału humorystycznego. Każdy z pewnością zna nazwisko Joanny Chmielewskiej, która całkiem słusznie została okrzyknięta królową antykryminału tudzież kryminału humorystycznego. No to Olga Rudnicka to taka współczesna Chmielewska, a przynajmniej autorka, która spokojnie może powalczyć o schedę po niej. Czuć, że pisze z łatwością, że kolejne absurdalne sytuacje nie są wymuszone przez autorkę, że humorystyczny ton przychodzi jej naturalnie. Innymi słowy – przy jej kryminale można się naprawdę dobrze bawić.
Łączenie komizmu z opowieścią kryminalną bowiem najczęściej jest dobrym wyborem. Obie ścieżki mają przecież za zadanie być rozrywką dla czytelnika. Połączone w jedno zwiększają jedynie swoją siłę, sprawiając, że odbiorca nie tylko się roześmieje, ale i z ciekawością będzie obserwować rozwój wydarzeń. Sytuacja idealna, którą mógłby zniszczyć tylko żenujący poziom humoru bądź lichy pomysł. „Były sobie świnki trzy” na szczęście mają wszystko, czego potrzeba do szczęścia czytelnikowi.
Dodatkowym atutem książki są bohaterowie. Trio morderczych żon - wyraziste, nieco głupiutkie i obrosłe w piórka przez te wszystkie lata bycia gospodynią domową, nie wyobrażają sobie życia bez luksusu. Czy też komisarz Kalinka, który uosabia cały zestaw zachowań stalkerskich, tropiąc trzy przyjaciółki i powtarzając z uporem, że oto one zawiązały spisek.
„- Co robimy w lesie?
- Zakopujemy zwłoki.
- O! – ucieszyła się tamta.”
- Zakopujemy zwłoki.
- O! – ucieszyła się tamta.”
Przezabawna komedia omyłek, świetny język, ciekawe postaci, nieustanne zwroty akcji i pędząca fabuła, która nie pozwala ani na moment oderwać się czytelnikowi od historii. Idealna opowieść na oderwanie się od smutnej rzeczywistości. Olga Rudnicka ląduje na liście pisarzy powieści, których trzeba przyjrzeć się bliżej.
Marta Kraszewska
