
Dwa tygodnie po tym, jak Wilson Cleary miał zawał, po raz pierwszy od siedemnastu lat kontaktuje się ze swoją córką, Eustacią „Taisy”. Wezwana do wizyty w rodzinnym mieście karnie przyjeżdża, by spotkać nową rodzinę ojca. A przy okazji, by zrozumieć, dlaczego rodziciel odmiennie traktuje obie córki.
REKLAMA
Już pierwsze minuty w rodzinnym domu pokazują Taisy z czym będzie musiała się zmierzyć. Niechęć przyrodniej siostry, Willow, która z jednej strony obawia się konkurencji, z drugiej – za sprawą ojca – jest do rodzeństwa uprzedzona czy słabo ukrywana pogarda Wilsona, to tylko niektóre z problemów, z którymi będzie musiała się uporać. Do tego dochodzi przecież spotkanie z dawną miłością swojego życia, Benem – jak przystało na powieści obyczajowe, zazwyczaj, gdy skądś wyjeżdżasz, to zostawiasz za sobą dawną ukochaną/ukochanego, z którym co oczywiste będziesz musiał się po powrocie skonfrontować.
„Nigdy nie przestawało mnie zadziwiać, jak najdrobniejszy fakt, gdy się go odkryje, potrafi otworzyć szerokie okno do wewnętrznego świata danej osoby.”
„Jedyna” to opowieść prowadzona dwutorowo. Zarówno Willow, jak i Taisy zdają się być typowymi bohaterkami powieści tego gatunku, jednak dzięki autorce nie są jedynie nimi. Inteligencja nastolatki wielokrotnie przebija się z kart książki, nie będąc jedynie pustym słowem nadanym swojej bohaterce przez pisarkę. Poza tym jej nieporadność w sferze dotyczącej przebywania ze rówieśnikami jest prawdziwa – jak przystało na kogoś wychowanego pod kloszem i dopiero stawiającego pierwsze kroki w placówce oświaty - i nie stanowi jedynie elementu komicznego, jak nieraz już w książkach bywało.
Ciekawie zostały poprowadzone kontakty między siostrami, a także sposób relacji pomiędzy nimi a ojcem. Miło, że autorka postanowiła ukazać Wilsona Cleary’ego z dwóch perspektyw jakże różnych od siebie, a przy tym gruncie rzeczy podobnych. Dzięki temu czytelnik sam zdecyduje, który ojciec jest prawdziwy – ten, który nie potrafił dogadać się ze swoją rodziną, wręcz odgradzając ich od samego siebie czy ten, który kochał córkę i wychował ją na swoje podobieństwo, a odgradzając od świata, troszczył się o jej bezpieczeństwo?
Jeśli szukać by w powieści dominanty to jest nią niewątpliwie prawda. To na niej opiera się główna oś książki, choć opis z tyłu okładki zdaje się twierdzić coś innego. Poszukują jej wszyscy bohaterowie, do niej dążą. I mimo że teoretycznie Willow w szkole przede wszystkim próbuje się odnaleźć – powielając przy tym, ale na szczęście tylko lekko, schemat pierwszych dni w nowej szkole - to tak naprawdę szuka prawdy – o sobie, o relacjach międzyludzkich. Także wątek Taisy pod płaszczykiem próby pogodzenia się z ojcem tak naprawdę opowiada o odkrywaniu sekretów –tu przede wszystkim rodzinnych.
Choć nie za bardzo pasuje do tematyki reszty książek –poświęconych kwestii Holokaustu, zemsty czy eutanazji - z serii „Kobiety to czytają” – tytuł, który nota bene, zdaniem autorki niniejszego tekstu bardziej szkodzi niż pomaga, bo od razu zmniejsza grupę czytelników powieści, które mogłyby być czytane przez szersze grono odbiorców – to „Jedyna” jest porządnie napisaną historią. Miewa swe wzloty i upadki. Do tych pierwszych można zaliczyć nieco przerażający wątek Willow i profesora z jej szkoły, zaś do drugich – niejaka schematyczność historii. No ale na szczęście tych drugich jest zdecydowanie mniej.
Marta Kraszewska
