
Wydaje się, że niektóre motywy nie umrą nigdy. Historie kolejnych Romeów i Julii czy też współczesnej Bennetówny czy Kopciuszka ciekawią czytelników nadal, a autorzy nierzadko mają okazję wykazać się własną, czasem oryginalną interpretacją. Tylko co jeśli twórca na siłę wtłacza w książkę znany motyw, a całość jest irytująca?
REKLAMA
Historia to jedna z tych prostych – młoda, samotna bohaterka - Alice - przyjeżdża do Wenecji, gdzie przez pół roku ma pracować jako opiekunka u Scarpów. Szybko poznaje bogatego, tajemniczego i przystojnego Amerykanina, – Tobię - który wprowadza ją do świata wyższych sfer. I choć ma to być tylko przyjaźń, dziewczyna wkrótce zaczyna czuć do niego coś więcej.
Powiało banałem? Cóż, w przypadku romansów tego rodzaju opowieści nie są niczym dziwnym, nie jest to też ich główny minus. Wiadomo, że i takie historie są potrzebne, łatwo i szybko się je czyta, a na dodatek umilają dzień i wprowadzają pewną dozę pozytywnego spojrzenia na życie, przez co świat nie jest już tak czarno-biały jak zawsze. Tyle, że aby to wszystko zagrało, musi być dobrze napisana. I mieć jakiś sens.
Powiało banałem? Cóż, w przypadku romansów tego rodzaju opowieści nie są niczym dziwnym, nie jest to też ich główny minus. Wiadomo, że i takie historie są potrzebne, łatwo i szybko się je czyta, a na dodatek umilają dzień i wprowadzają pewną dozę pozytywnego spojrzenia na życie, przez co świat nie jest już tak czarno-biały jak zawsze. Tyle, że aby to wszystko zagrało, musi być dobrze napisana. I mieć jakiś sens.
Tymczasem w „Tylko twoimi oczami” głupota goni głupotę. Sztandarową jest sposób w jaki amant bohaterki stał się niewidomy – przesiedziałam pół godziny próbując znaleźć sens w tej historii i cóż – widać, że Valerie Bielen na medycynie się nie zna. I gdyby rzeczywiście miało być tak, jak autorka postanowiła, to Tobia zamiast w Wenecji, znajdowałby się w grobie. A o to chyba Bielen nie chodziło.
Poza tym bohaterowie – czyli de facto główna oś fabuły, jakby nie było - nie grają. Alice przeczy sama sobie, choćby twierdząc, że jest królową lodu tylko po to, by stronę później niczym pensjonarka rozwodzić się, czy to słowo znaczy, że Tobia ją lubi czy też nie. Dwudziestokilkulatka o dojrzałości nastolatki, nie rozumiejąca, że jak jest w pracy, to powinna pracować i nie robić oburzonej miny tylko dlatego, że pracodawcy przypominają jej o obowiązkach.
Z kolei Tobia to klasyczny przykład na idealnego amanta głównej bohaterki – co samo w sobie nie byłoby złe, gdyby tylko przy okazji miał jakiś określony charakter, który nie zmieniałby się w trakcie w zależności od tego, czego akurat Bielen oczekuje. To także sztandarowy przykład, że ludzka głupota nie zna granic – po tym, co Tobia przeszedł ostatnią rzeczy, którą powinien robić, jest odezwanie się do nieznajomej śledzącej go od kilku dni i wypytująca o niego wśród okolicznych mieszkańców. Stalking – bo to właśnie robi Alice, jakkolwiek próbuje to Valerie Bielen nazwać – jest karalny i niebezpieczny. A lampka w głowie powinna się zapalić, zwłaszcza po tym, czego doświadczył. Instynkt samozachowawczy na poziomie zera, należy gratulować, że w ogóle dał radę przeżyć.
Poza tym problemem „Tylko twoimi oczami” są przeczące sobie dane. Pal licho, gdyby chodziło o jakieś niuanse, kwestie drugo- czy trzeciorzędne, wiadomo, że i autor i osoba odpowiedzialna za korektę mogła tego nie wychwycić. Ale jakim cudem można przeoczyć czas, który pełni tu ważną rolę? Pół roku przeradza się w dziewięć miesięcy, jednak wszyscy bohaterowie zgodnie twierdzą, że chodzi jedynie o miesięcy sześć. Czyżby wszyscy przespali wiosnę?
W którymś momencie Bielen chyba się zorientowała, –albo po prostu zaczęła się nudzić tworząc sam romans- że sama historia, którą już ma nie wystarczy i aby popchnąć akcję do przodu, wprowadziła wątek sensacyjny. Owszem, ożywił nieco powieść, ale nieco rozmył książkę, a w którymś momencie przeskoczył sam siebie – wszystko zaczyna dziać się za szybko, wepchnięty wątek rozepchnął powieść, przez co w finale jest za dużo.
„Tylko twoimi oczami” to historia ze wszech miar denerwująca. Nielogiczne wątki, wewnętrznie sprzeczni bohaterowie i nierówna akcja – wszystko to niszczy powieść, która bez tych błędów może i nie byłaby najoryginalniejsza, ale czytałoby się ją z przyjemnością, a nie z rosnącym poziomem frustracji.
Marta Kraszewska
