Jak przechować przez zimę zebrane warzywa? Jak zakonserwować mięso? Pytania te od stuleci dręczyły ludzkość. Przed wynalezieniem lodówek i zamrażarek było to po prostu niemożliwe. Ludzkość musiała sobie po prostu jakoś radzić. Wędzenie i kiszenie były najprostszym sposobem konserwacji. I właśnie o tych sposobach pisze nam Sandor Ellix Katz.

REKLAMA
Ogórki, kapusta, czosnek, pomidory, cukinia, bakłażan, rzepa. Wszystko to można domowym sposobem zakonserwować, zakisić, poddać działaniu octowej maceraty. Zimą otwieramy słoiki i delektujemy się smakiem i zapewniamy sobie niezbędne dla życia witaminy. Przez lata kiszenie było domeną krajów Europy Wschodniej, na zachodzie metody te przyjmowane były z pewną dozą nieufności, no może poza Stanami Zjednoczonymi, gdzie rozwinięto sztukę fermentacji i konserwacji pikli. I o tej naszej, wschodniej domenie pisze nam fermentacyjny fetyszysta Katz.
Tej książki nie da się streścić. Należy jednak pamiętać o jednym. Ten, kto spodziewa się po niej zbioru dokładnych przepisów kulinarnych, srodze się zawiedzie. Nie jest to bowiem książka kucharska, ale swego rodzaju odbrązowienie mitu szkodliwości działań fermentacyjnych. Katz wskazuje, że każdą roślinę można ukisić bez szkody dla jej odżywczego bogactwa. Oczywiście zawodowi kucharze, albo stuknięci amatorzy mogą być srodze zawiedzeni. Ot, kolejna książka o tym, że stare babcine metody nie są takie złe, mogą więc wrócić do łask, choćby ze względu na coraz bardziej rozszerzającą się modą na zdrowe odżywianie.
W tym szaleństwie jest jednak metoda. Jeśli Katz podałby w książce sztywne przepisy, to tysiące ludzi na całym świecie zaczęłyby robić ogórki według jednego przepisu. Koszmar, gdzie bowiem miejsce na indywidualny smak? Spotkania towarzyskie nie obfitowałyby w zachwalanie ogórków, które przecież każdemu z gości wychodzą takie same. A w domowych robotach chodzi właśnie o ten jeden indywidualny smak, który potrawy zawdzięczają jednemu sekretnemu dodatkowi czy kolejności ich dodawania. Katzowi chodzi tylko wyrobienie w nas tej indywidualnej iskry kulinarnego eksperymentatora, dzięki której zdobędziemy wiele pochwał naszych kiszonek czy nalewek.
A to, uwierzcie mi, wspaniale podnosi ego.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?